Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowo życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowo życia. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 września 2012

Nowy rok szkolny nową szansą, to wielki kredyt zaufania od Jezusa.( Mt 25,14–30)


"Podobnie też jest jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: "Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem". Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!" Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: "Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem". Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!" Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: "Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!" Odrzekł mu pan jego: "Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów".
KOMENTARZ
Szybko minęły wakacje, a życie człowieka toczy się dalej. Przez wakacje nabraliście sił do czekających was nowych zadań. Przychodzimy dziś do Chrystusa, by najpierw Mu dziękować za ten letni czas odpoczynku, za poznanych nowych ludzi, za zdobyte doświadczenia, za to, że mogliśmy innym pomóc, ofiarować swój czas i życzliwość. Niech we wszystkich naszych dobrych wakacyjnych przeżyciach będzie uwielbiony Pan Bóg. Jego Opatrzność nad nami czuwa w czasie wakacji i w czasie roku szkolnego. Panie Jezu – niech nasza obecność wokół Twego ołtarza będzie najpierw dziękczynieniem!
Na początku roku szkolnego powinniśmy zadać sobie pytanie: co to znaczy być uczniem? Co najpierw i przede wszystkim robi uczeń? Wielu odpowie: uczy się! Ale my chcemy iść dalej. Co to znaczy uczyć się? Od czego zaczyna się każde uczenie? Uczenie zaczyna się od słuchania. Uczeń najpierw słucha i to nie byle czego, ale słucha mądrości. A gdzie mieszka mądrość, gdzie ją znaleźć, by móc jej słuchać?
Mądrość zamieszkuje w dobrych książkach i w sercu oraz umyśle ludzi, których nazywamy nauczycielami. Oni chcą nas nauczyć życiowej mądrości. Wiemy, że mądrości nie można wyczytać wyłącznie z podręczników szkolnych, że nauczyciel, to nie tylko pan czy pani ze szkoły. Nauczyciele to też rodzice, dziadkowie, starsi, którzy uczą nas dobrze żyć. A i nasi rówieśnicy, koledzy, przyjaciele też! Od nich możemy często nauczyć się czegoś dobrego. My dzisiaj przychodzimy do Nauczyciela nad nauczycielami i słuchamy słów Księgi nad księgami! Biblii! Tak, Jezus jest naszym pierwszym i najlepszym nauczycielem, a najwspanialszym podręcznikiem życia i mądrości jest Pismo Święte. Dziś po wakacjach mamy pierwszą lekcję słuchania! Co z tego, że Jezus mówi – jeśli nikt Go nie słucha? Co z tego, że Biblia zawiera mądrość – jeśli nikt nie sięga do jej słów? O czym opowiada dziś nasz Nauczyciel Jezus w Ewangelii? Kto Go dziś słuchał uważnie?
Kochani! Na początku roku warto uświadomić sobie na nowo, że Bóg każdemu człowiekowi rozdaje talenty, zdolności. Nie można ich zakopać w ziemi, ale trzeba z nich zrobić użytek, puścić je w obrót, by przyniosły zysk. Jakże wielu uczniów zakopuje swoje talenty. Przez lenistwo, niesolidność, nieobowiązkowość, marnowanie czasu. O ile lepszy byłby świat wokół nas, gdybyśmy lepiej wykorzystywali nasze talenty. Mamy talenty pomnażać dla dobra innych ludzi i na chwałę Boga. Bo przecież Bogu najbardziej zależy na dobru drugiego człowieka. Nasza wiedza i zdolności mają służyć innym. Dlaczego nasze zdolności miałyby być zakopane, zasypane lenistwem i głupotą, jeśli mogą uczynić tyle dobra? Jezus daje nam talenty i oczekuje naszej współpracy, naszego wysiłku. Jesteśmy współpracownikami Boga w budowaniu dobra i miłości. To wielkie zadanie. Jezus bardzo nam ufa, skoro przekazuje nam talenty. Nie możemy Go zawieść. Nowy rok szkolny to nowa szansa, to wielki kredyt zaufania od Jezusa. Wszystko zawsze zaczyna się od słuchania. Słuchać Jezusa, starszych, nauczycieli - to tajemnica mądrości. Bez słuchania nigdy nie pomnożymy żadnego talentu.
Uczeń jest po to, aby słuchał. Jezus nie zostawia nas w wysiłku pomnażania naszych talentów. Zawsze czeka na nas na Mszy Świętej, w Komunii św., w czasie modlitwy porannej i wieczornej – by dawać nam swe łaski i wewnętrzne siły do pomnażania talentów. Przychodźcie do Niego często, by słuchać Jego słów pełnych mądrości, otwierajcie w domu nie tylko podręczniki szkolne z obowiązku, ale i Biblię – Księgę mądrości życiowej i miłości. Niech każdy z nas na końcu tego roku zasłuży, by usłyszeć słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „Dobrze sługo dobry i wierny! Wejdź do radości twego Pana!” Bo przecież kochani przyjaciele, pomnażając nasze zdolności, nie tylko czynimy dobro na ziemi, ale otwieramy sobie bramy nieba, gdzie oczekuje nas Jezus z niekończącą się nagrodą za dobrze wykorzystane talenty!

poniedziałek, 21 maja 2012

Rozesłanie uczniów (Mt 28,16-20)

"Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: «Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata»."
KOMENTARZ
Zmartwychwstały Chrystus otrzymał od swego Ojca pełnię władzy, mocą której posyła apostołów do świata, aby złączyć ze sobą wszystkie narody. Zbawienia nie osiąga się bowiem przez prostą deklarację, ale przez wejście we wspólnotę uczniów, co oznacza osobiste i całkowite przylgnięcie do Chrystusa. Człowiek staje się uczniem Jezusa przez chrzest, ale pozostaje nim, gdy zachowuje Jego nauczanie, czyli żyje zgodnie z przyjętą wiarą. W najbliższą niedzielę przyjmiecie sakrament bierzmowania i wiecie już, że on da wam moc do świadczenia o wierze chrześcijańskiej słowem i czynem. Jezus obiecuje wam swoją stałą obecność, co jest gwarancją owocności waszej pracy. ON będzie udzielał wam swojej mocy i własnym autorytetem będzie potwierdzał wasze słowa i czyny. Zaufaj MU więc i rzuć się w Jego ramiona !

wtorek, 10 kwietnia 2012

Maria Magdalena... (J 20,11-18)

"Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy /tak/ płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: Niewiasto, czemu płaczesz? Odpowiedziała im: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę. Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział."
KOMENTARZ
Liturgia słowa w tygodniu Wielkanocy zbiera główne świadectwa o Zmartwychwstaniu i podaje je wiernym do rozmyślania, aby umocnili się w wierze. Dzisiaj podejmuje opowiadanie o Magdalenie, „Marii z Magdali; Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów” (Mk 16, 9), która wyróżnia się w grupie pobożnych niewiast gorącą miłością i troską w szukaniu Pana. Pierwsza pobiegła uwiadomić Piotra, że grób jest pusty, następnie zawraca, a gdy uczniowie, stwierdziwszy fakt, wracają do domu, ona zatrzymuje się „przed grobem płacząc” (J 20, 11). Nie uspokaja się: pragnie znaleźć za wszelką cenę to święte ciało. Jest tak opanowana tą myślą i swoim bólem, że nie zdumiewa jej ani nie przeraża widzenie aniołów. Na ich pytanie wyjaśnia powód swoich łez: „Zabrano Pana mego, i nie wiem, gdzie Go położono” (tamże 13). Kiedy Jezus jej się ukazuje, nie poznaje Go; lecz biorąc Go za ogrodnika mówi do niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę” (tamże 15). Maria nie myśli o zmartwychwstaniu, jest tak wzruszona, że płótna starannie złożone w pustym grobie nie zastanawiają jej. Nie pomyślała nawet, że byłoby niemożliwością dla niej, słabej niewiasty, przenieść zwłoki. Ogrom bólu nie pozwala jej rozumować. Szuka Jezusa umarłego; On stoi przed nią żywy, a ona Go nie poznaje. Lecz Pan zwraca się do niej po imieniu: „Mario!” Wystarcza to słowo, by zrozumiała wszystko: „Mistrzu!” (tamże 16). To okrzyk jej miłości i wiary. Maria pragnęłaby zostać u nóg Jezusa, którego wreszcie znalazła, lecz również ona otrzymuje zlecenie: „udaj się do moich braci” (tamże 17).

poniedziałek, 27 lutego 2012

Przypowieść o Bożym miłosierdziu (Łk 15,11-32)

„Jezus powiedział: «Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: "Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada". Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem". Lecz ojciec rzekł do swoich sług: "Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić.
Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: "Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego". Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: "Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę". Lecz on mu odpowiedział: "Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się"».”
KOMENTARZ
Przeżywamy Wielki Post, więc wejdźmy w głębię tego tekstu, w głębię bezwarunkowej miłości Boga... Jezus opowiada nam tutaj o miłosierdziu Bożym nie tylko słowami, ale praktyką. Nie stwarza barier, które dzielą i oddzielają, ale stwierdza, że miłość Boga jest dla wszystkich. Jezus to miłosierdzie Boga, które stało się osobą. Swoim codziennym życiem ukazał nam definitywne i ostateczne oblicze Boga. Jezus mówi to, czym żyje, a co usłyszał od swojego Ojca.. Codzienna postawa Jezusa, to, że jest przyjacielem celników i grzeszników, że zbliża się do prostytutek i ludzi z marginesu i opowiada im o Bożym miłosierdziu, to jest rzeczywiście Ewangelia w działaniu, to jest Ewangelia przeżywana, to jest opowiadanie o miłosierdziu Ojca. I tu Jezus opowiada przypowieść o miłosiernym Ojcu – nie chodzi o przypowieść o synu marnotrawnym. W rzeczywistości ten tekst stawia nas wobec dwóch synów i żaden z nich nie jest przykładnym synem. Tylko jeden syn jest godny naśladowania – to jest Chrystus, który opowiada nam o miłosierdziu Boga. Młodszy syn, to ten, który przeżywa grzech, jako oddalenie, nie znosi miłości ojca i odchodzi z domu. Drugi jest zawsze w domu, ale nie wchodzi w miłość ojca, nie żyje jak syn, ale jak niewolnik – w ciągłych wyrzutach, w pretensjach. W centrum nie znajduje się więc żaden z synów, ale ojciec. To postać ojca odsyła nas do postaci samego Boga. Młodszy syn prosi o spadek, majątek i w ten sposób symbolicznie umieszcza ojca wśród zmarłych. A jednak to, co widzimy w przypowieści, to po pierwsze: ojciec nie przeciwstawia się wyborowi syna, nie ostrzega go przed niebezpieczeństwami, jakie może napotkać i wydaje się, że ojciec przyjmuje postawę gorsząca. Dlaczego nie zabrania mu czynienia zła ? Dlaczego nie chce go chronić przed czekającą go nędzą ? Właśnie dlatego, że Bóg pozostawia człowiekowi wolność. Bóg stworzyciel wystawia się na wolność człowieka i człowiek może Mu powiedzieć: „nie”. Ale także w tym „nie”, w tym oddaleniu, w którym żyje człowiek, Bóg nadal kocha go wiernie, kocha go miłością bezwarunkową. Kiedy młodszy syn wróci do domu, co zrobi ? I to wydaje mi się duchowym szczytem tej przypowieści. Syn, który wraca do domu będzie zdumiony i uderzony przez wierną, bezwarunkową miłość ojca, który nigdy nie przestał go kochać, nawet wtedy, kiedy on odszedł. Gdy wraca do domu, ojciec widzi go z daleka i wychodzi mu na spotkanie, przebiega ten odcinek drogi, który dzieli go od syna. Nie wymaga od niego żadnego żalu, żadnego rachunku. I to nam się znów wydaje skandaliczne. Najpierw w swojej bezsilności ojciec o nic go nie prosił, a teraz ani nie czyni mu wyrzutów, ani nie stawia warunków, aby przyjąć go z powrotem do domu. W tym punkcie młodszy syn , czyli ten, który wrócił do domu będzie mógł nadać imię przebaczenia temu, czym jest wierna, bezwarunkowa miłość ojca. Będzie mógł zrozumieć, że to, co on uczynił nie było tylko złamaniem pewnych przepisów, ale było zranieniem relacji miłości, jaką ojciec wciąż utrzymywał żywą jednostronnie. I dopiero w tym momencie syn, który wrócił do domu będzie mógł zrozumieć co zrobił i będzie mógł nadać imię przebaczenia tej wiernej miłości. I od tego przebaczenia będzie się mogła zacząć jego droga skruchy. Przebaczenie stoi tu u podstaw skruchy i poprzedza żal -  nie na odwrót. To właśnie ta miłość absolutnie wierna i przekraczająca możliwości rozumienia przez syna, którą ojciec odczyta jako przebaczenie, czyli jako dar nadmierny, nadzwyczajny, dar przeobfity, dzięki któremu będzie mógł wejść na prawdziwą drogę żalu i nawrócenia. My też tam jesteśmy, my już otrzymaliśmy przebaczenie w Jezusie Chrystusie. Przebaczenie już jest dane, ponieważ – i mówi to Paweł w liście do Rzymian 5,8 – „Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami”. Przebaczenie już tu jest, jest dane w śmierci Chrystusa, stąd może się zrodzić nasz żal i nasze nawrócenie. I analogicznie wobec drugiego syna ojciec ma ten sam sposób zachowania. Ten drugi syn, który pozostał na polu, aby pracować, kiedy słyszy muzykę świętowania i wraca do domu, zostaje poinformowany przez sługi, że wrócił jego brat, ale on nie chce wejść nawet do domu. Widzicie, pierwszy syn odszedł, a drugi, który teraz jest na zewnątrz nie chce wejść. Także w tym przypadku ojciec musi wyjść i iść mu na spotkanie, nawet prosi go, żeby wszedł. Piękny obraz Boga, który prosi, niemal błaga człowieka. Prosi i błaga, aby przyjął dar, aby cieszył się, że umarły syn powrócił do życia. A ten syn, to był jego brat. Wracamy do tekstu, w wersecie 32 zawiera pewną wymówkę, nawet niezbyt ukrytą wobec starszego brata. Ten powiedział wcześniej ojcu: „ten twój syn, który roztrwonił dobra z prostytutkami, teraz, kiedy wrócił, ty zrobiłeś dla niego przyjęcie. Ojciec odpiera atak, mówiąc: było trzeba zrobić tę ucztę, bo ten twój brat umarł, a powrócił do życia. To zachęta do odnalezienia braterstwa. Ale to braterstwo można odnaleźć, wchodząc w znajomość serca ojca. Obaj ci bracia są wezwani na drogę nawrócenia z różnych form grzechu, są wezwani do nawrócenia swojego serca, kontemplując bezwarunkową miłość ojca wobec nich. I jeszcze jedno. Nasz tekst zaczyna się od czegoś dziwnego. Mówi o człowieku, który miał dwóch synów, a nic się nie mówi o matce. Dlaczego ? Tego nie wiemy… Ale ten tekst stawia nas wobec pewnego braku, nieobecności, może zranienia. Także ten element przemawia do naszego życia, bo nasze życie zna także zranienia i braki. Nasze historie, nasze biografie są naznaczone pewnymi brakami, pewnymi pustkami, które zostawiają swoje ślady w czasie. Jest to więc historia bardzo realistyczna, która zaczyna się jak bajka: był taki człowiek, który miał dwóch synów…, ale w sumie mówi o rzeczywistości naszej historii. I mówi się, że każda historia, także nasza jest naznaczona cierpieniem, bólem. W tej historii młodszy z synów decyduje się odejść z ojcowskiego domu. Dlaczego ? Może jest to duchowe pouczenie także dla nas. Trudno uznać dar ojca. Trudno ten dar rozpoznać, kiedy jest on tutaj. Może i my stawiamy wiele oporów miłości. Często mówimy, że czujemy potrzebę, pragnienie bycia kochanym, ale czasem w praktyce zdarza się nam, że trudno przychodzi nam pozwolić się kochać. Z trudem potrafimy uznać dar, jako dar. Ale ojciec nie przeciwstawia się tej śmiertelnej decyzji syna, oddaje się jego wolności, pozwala mu iść swoją drogą, ale wciąż go kochając. Kiedy młodszy syn powróci ? Kiedy zda sobie sprawę z tego, że uczynił źle, że wyrządził zło samemu sobie. Często to samo zdarza się nam: zdajemy sobie sprawę, że uczyniliśmy zło, jakiś grzech, bo w rzeczywistości wyrządziliśmy zło samym sobie. Często sytuacje nędzy, w których się znajdujemy, mają tę siłę, że przywołują nas do rzeczywistości, pozwalają nam wejść w samych siebie. Często także my nie jesteśmy zdolni do posłuszeństwa, potrzebujemy lekcji od życia, czasem też bolesnych ciosów od życia, aby wejść w posłuszeństwo i zrozumieć wartość daru bożego. Pomyślcie, często w naszym życiu, to kryzysy, momenty krzyżowe, decydujące, najczęściej doprowadzają nas do rzeczywistości Bożej i naszej. Czasem kryzysy są naszymi wielkimi nauczycielami. Ale ten młody człowiek wtedy, gdy żyje w sytuacji nieczystości, niegodności i decyduje się wrócić do domu, nie czyni tego w oparciu o prawdziwe nawrócenie, ale dokonuje swoich obliczeń, rachunków, zresztą bardzo realistycznych. I mówi, że także słudzy w domu jego ojca mają się lepiej niż on. I wtedy przygotowuje sobie mowę, jaką wygłosi ojcu i mówi: pójdę do mojego ojca, powiem mu, że zgrzeszyłem, traktuj mnie jak któregoś ze sług. Ale widzicie, że także w tym przypadku on woli być traktowany jako jeden ze sług, aniżeli wejść w synostwo, aniżeli zaakceptować miłość ojca. Nawrócenie może nastąpić później, kiedy ojciec widząc, że on nadchodzi wybiega mu naprzeciw, rzuca mu się na szyję, ubiera go w najpiękniejsze szaty i decyduje przygotować ucztę, ucztę, na którą zabija się tłuste cielę. Czy to przypadek, że w sercu wiary chrześcijańskiej jest ten bankiet, uczta przygotowana przez Boga dla nas, a jest nią Eucharystia ? A co w niej celebrujemy, jeśli nie dar Boga, za który nie potrafimy się odwdzięczyć. My nic nie możemy dać Bogu w zamian za zbawienie w Jego Synu – Jezusie Chrystusie. Możemy tylko przyjąć postawę wdzięczności i dziękczynienia. Teolog Józef Ratzinger, zanim został obecnym papieżem, w jednym ze swoich tekstów teologicznych, mówił tymi słowami o Eucharystii: „Eucharystia nie jest czymś, gdzie my dajemy Bogu coś naszego, ale ofiara eucharystyczna polega na tym, aby dać się zalać darowi bożemu. Pozwolić, aby dar, aby miłosierdzie Boga zakrólowały nad nami. Oto ofiara eucharystyczna. I oto ogłasza się ucztę, jako celebrację radości, bo tutaj jest wydarzenie paschalne. Ten młodzieniec umarł, a powrócił do życia. Jednak w tej uczcie radości drugi brat nie chce uczestniczyć, bo jest ciągle ogarnięty przez zazdrość, przez pretensje i mówi swojemu ojcu: „ty nigdy mi nie dałeś nawet koźlęcia, abym mógł świętować z moimi przyjaciółmi”. Ale ojciec mu odpowiada: „wszystko, co jest moje, jest twoje”, czyli spróbuj zrozumieć, że nawet nie musisz prosić. Wejdź w tę poufałość, zaakceptuj miłość, zaakceptuj dar, bo to, co jest moje, jest twoje. Podkreślam, że w tym tekście jest bardzo interesująca gra pomiędzy dwoma braćmi na temat dawania. Młodszy brat jest poruszany przez pretensje: daj mi część dziedzictwa, które mi się należy. Domaga się tego, co powinien przyjąć jako dar. A co mówi drugi syn ? Nigdy mi nie dałeś… Też ma pretensje, jest rozgoryczony, czyli też nie rozumie, że powinien przyjść po dary. Więc, zatrzymajmy się na tym, że ci dwaj synowie, którzy może – ale każdemu z was zostawiam zadanie rozeznania samych siebie – może razem mieszkają w nas. Ci dwaj synowie mówią nam, że jest trudno zaakceptować miłość Boga. Nie zawsze łatwo przychodzi nam przyjęcie daru Boga, a przecież to jest serce naszej wiary. Nie chodzi o robienie nie wiadomo jakich rzeczy, ale o akceptację tej skandalicznej miłości ojca. Skandalicznej, ponieważ objawiła się w sposób totalny i pełny w śmierci na krzyżu Syna – Jezusa Chrystusa. Jest też to przypowieść mówiąca o doświadczeniu miłosierdzia w Kościele. Mówi też o tym, że Kościół jest powołany, by świadczyć i doświadczać miłosierdzia Ojca.

wtorek, 31 stycznia 2012

Nowe wino do nowych bukłaków (Mk 2, 21-22)

„Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze [część] ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino [należy wlewać] do nowych bukłaków.”
KOMENTARZ
Co chce nam Chrystus dziś powiedzieć ? Uwrażliwia nas na to, że nie do przyjęcia, że czymś bardzo głupim jest to, co wielu robi z Ewangelią. Biorą z jej nauki dla osobistego swojego życia tylko to, co się im podoba i co im odpowiada… i tak przyszywają na stare ubrania swoich często pogańskich obyczajów, poglądów i pragnień tę lub inną wypowiedź Ewangelii, jeśli zaistnieje ku temu jakaś konieczność lub potrzeba. Jego naukę trzeba jednak przyjąć w całości, albo jej nie przyjmować wcale…
Kto rzeczywiście chce być Chrystusowym w życiu i w wieczności, niech zdecydowanie odrzuci wszystko, co się sprzeciwia Jego nauce, niech wyzbędzie się wszelkiej starzyzny i cały uczyni się nowym. Niech przyjmie Ewangelię nie jako łatę, ale jako szatę, niech ją przyjmie jako wino – jako swoją jedyną wewnętrzną treść.

niedziela, 1 stycznia 2012

Formuła kapłańskiego błogosławieństwa (Lb 6, 22-27)

"I mówił znowu Pan do Mojżesza tymi słowami: «Powiedz Aaronowi i jego synom: tak oto macie błogosławić Izraelitom. Powiecie im: Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem. Tak będą wzywać imienia mojego nad Izraelitami, a Ja im będę błogosławił»."
KOMENTARZ
Są to słowa wypowiadane po zakończeniu wieczornych czynności liturgicznych w tamtych czasach, ale dziś sam Pan kieruje je do Ciebie – jako noworoczne życzenia. Czyż można chcieć czy życzyć sobie czegoś więcej w tym nowym, dziś rozpoczynającym się roku 2012 ?

sobota, 24 grudnia 2011

Narodzenie Jezusa (Łk 2,1-14)

„W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania.” 
KOMENTARZ
Niedługo zasiądziemy do wigilijnego stołu, ale jak nakazuje nam tradycja wcześniej cała rodzina zbierze się na wspólnej modlitwie, w czasie której odczytamy powyższy fragment Ewangelii. Jest to opis narodzenia Jezusa niezwykle prosty i zwięzły, mówiący nam o tym w jakim miejscu Jezus przyszedł na świat i że był On pierworodnym synem. Tak, przychodzi nawiedzić nas oczekiwany przez tysiąclecia niebieski Gość – Mesjasz…, ale czy my, ludzie, mamy dla Niego wolne miejsce ? Nasze serca w porównaniu z tym, czym być powinny na przyjęcie Jezusa – przyznajmy to szczerze – są chyba dalej skromnymi stajniami betlejemskimi. I aż strach pomyśleć, że w wielu przypadkach są jeszcze dla Niego zamknięte…

wtorek, 25 października 2011

Przypowieść o ziarnku gorczycy i o zaczynie (Łk 13,18-21)

Jezus mówił: «Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki powietrzne gnieździły się na jego gałęziach».
I mówił dalej: «Z czym mam porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło».
KOMENTARZ
Obie przypowieści przedstawiają królestwo Boże jako coś niewielkiego i ledwie dostrzegalnego, ale zarazem jako rzeczywistość, która dynamicznie się rozwija. Tym, co najbardziej przyczynia się do rozwoju królestwa Bożego na ziemi, jest czytelne świadectwo wierzących w Jezusa. Bóg buduje swoje królestwo przede wszystkim w ludzkich sercach i pragnie, aby ludzie przemienieni miłością dzielili się nią z bliźnimi. W ten sposób powstaje rzeczywista wspólnota duchowa, w której rozpoznać można Bożą obecność i miłość Boga do całego stworzenia.

poniedziałek, 19 września 2011

Zadanie uczniów (Łk 8,16-18 )

Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło. Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma.
KOMENTARZ
Zadaniem uczniów Jezusa jest wytrwałe głoszenie słów Bożych, aby każdy człowiek mógł usłyszeć o królestwie Bożym i doświadczyć jego mocy. Poznanie zamysłu Bożego nie może stać się obiektem prywatnej wiedzy, którą przekazuje się tylko wybranym, ale musi być dostępne dla wszystkich. Jezus od początku zakładał konieczność powszechnego głoszenia Ewangelii o zbawieniu, która najpierw w sposób niewidoczny kiełkuje w sercach ludzkich, a gdy dojrzeje przeradza się w świadectwo widoczne dla wszystkich.

środa, 8 czerwca 2011

Zesłanie Ducha Świętego (Dz 2,1-12)

"Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu.  Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić.
Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. «Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami?» - mówili pełni zdumienia i podziwu. «Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? - Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie - słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże». Zdumiewali się wszyscy i nie wiedzieli, co myśleć: «Co ma znaczyć?» - mówili jeden do drugiego. «Upili się młodym winem» - drwili inni."
KOMENTARZ
W dniu Pięćdziesiątnicy rodzi się Kościół i rozpoczyna się jego misja wśród wszystkich ludzi. Spełnia się tutaj nie tylko obietnica Jezusa dana uczniom przed Wniebowstąpieniem, ale osiągają tu swój szczyt wszystkie Boże obietnice dane w ciągu dziejów. Wspólnota zgromadzona w Wieczerniku, jednomyślnie oczekuje daru Ducha. Doświadczenie Pięćdziesiątnicy stanowi widzialny owoc Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa, gdyż gromadzi w jedno rozproszone dzieci Boże, a jednocześnie jest wzorem dla przyszłej misji Kościoła, który ma być otwarty na wszystkich ludzi, niezależnie od ich kulturowego pochodzenia. Fakt mówienia różnymi językami przez napełnionych Duchem Świętym pokazuje, że dzięki mocy Ducha głoszone słowo zdolne jest przełamać każdą barierę i że przyjęcie Ewangelii nie wymaga wyrzeczenia się własnej tożsamości kulturowej. Tym, który realizuje i uwidacznia to powszechne oddziaływanie Ewangelii, jest Duch Święty.

sobota, 23 kwietnia 2011

Szukać Miłości jak Maria Magdalena (J 20,1-9)

"A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: "Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono". Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych."
KOMENTARZ
Wszyscy szukamy miłości. Czy szukamy jej jednak tak jak Maria Magdalena? Dla Marii Miłością był Jezus Chrystus. Nie potrafiła żyć bez Niego od czasu, kiedy Jezus uwolnił ją od siedmiu demonów  (Łk 8,2).
Maria Magdalena wpatrywała się w oblicze Pana Jezusa. Patrzyła z wiarą na całą agonię Jezusa na krzyżu - trzy godziny. Wierzyła, że dokonuje się coś jedynego. Była wolna, ale tylko przy Nim, z Nim, przez Niego. Nie mogła, nie chciała Go opuścić. Już doświadczyła, że prawdziwą wolnością jest Jego Miłość. Nie dziwi więc, że z samego rana po szabacie „kiedy jeszcze było ciemno” (J 20, 1nn) szybko idzie do grobu, aby znowu Go uczcić, być blisko. Ale nie znalazła Umiłowanego. Daje znać apostołom. Sama jednak nie odchodzi od miejsce, gdzie Go zostawiła. Nie od razu rozumie znak pustego grobu, płacze. Zrozumieć to wydarzenie może tylko ten,  kto kocha, zna Pisma i Moc Boga. Właśnie miłość nie pozwala Marii odejść z tego miejsca. Miłość wszystko przetrzyma, jeśli jest wzajemnością, nigdy nie ustaje, nie może się skończyć – musi się wypełnić (por. 1 Kor 13). Ale jak? Zawsze inaczej, piękniej, bo to przecież Miłość Boga, Umiłowany Boga, który głosił i objawił nam królestwo Boże. Nie może się ono zakończyć na grobie!  Dlatego łzy tęsknoty to łzy oczekiwania na spełnienie. Spotkanie nastąpiło… „ujrzała stojącego Jezusa” (J 20,14), a po dialogu z Nim, chętnie, z radością poszła do uczniów i powiedziała: „Widziałam Pana i to mi powiedział” (J 20,18). 
 

 

sobota, 19 marca 2011

Sąd Ostateczny (Mt 25,31-46)

„Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów.  Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.  Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: "Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie". Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?" A Król im odpowie: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: "Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie." Wówczas zapytają i ci: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?" Wtedy odpowie im: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili". I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».”
KOMENTARZ
Zauważ, że Syn Człowieczy, który dokonuje sądu, przedstawiony jest jako Bóg i pasterz. Zaś opis Sądu Ostatecznego stanowi podsumowanie nauki Jezusa o miłości Boga i bliźniego. Chrystus sądzi bowiem w oparciu o miłość. Nagrodą zbawionych będzie królestwo Ojca. Tak więc pełnienie dzieł miłości lub zaniechanie ich jest decydowaniem o swoim wiecznym losie. Każdy człowiek będzie miał szansę zdania sprawy ze swej postawy miłości. Kryterium oceny będzie stosunek do najmniejszych braci, tj. najbardziej potrzebujących. Jezus utożsamia się z nimi, dlatego każdy ludzki czyn dosięga swymi skutkami nie tylko człowieka, ale i samego Chrystusa. Przykazanie miłości bliźniego jest nieodłączne od przykazania miłości Boga i nigdy nie można ich rozdzielać. Religijność, która skupia się wyłącznie na relacji: „ja – mój Pan Bóg”, i pozwala przechodzić obojętnie wobec drugiego człowieka, jest fałszywa, niezależnie od tego, ile ktoś odmawia modlitw i jak wiele opowiada o Bogu. Prawdziwa skrucha serca, do której Kościół zaprasza w sposób szczególny w tegorocznym okresie Wielkiego Postu, w naturalny sposób owocuje otwarciem na innych ludzi i każe dzielić ich bóle i radości. Uważaj na to co robisz i jak żyjesz, abyś nie stanął kiedyś przed Panem z pustymi dłońmi i pustym sercem…

środa, 9 marca 2011

Ponowne wezwanie do pokuty (Jl 2,12-18)

"Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. Kto wie? Może znów pożałuje i pozostawi po sobie błogosławieństwo [plonów] na ofiarę z pokarmów i ofiarę płynną dla Pana Boga waszego. Na Syjonie dmijcie w róg, zarządźcie święty post, ogłoście uroczyste zgromadzenie. Zbierzcie lud, zwołajcie świętą społeczność, zgromadźcie starców, zbierzcie dzieci, i ssących piersi! Niech wyjdzie oblubieniec ze swojej komnaty a oblubienica ze swego pokoju! Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą kapłani, słudzy Pańscy! Niech mówią: Przepuść, Panie, ludowi Twojemu i nie daj dziedzictwa swego na pohańbienie, aby poganie nie zapanowali nad nami. Czemuż mówić mają między narodami: Gdzież jest ich Bóg? I Pan zapalił się zazdrosną miłością ku swojej ziemi, i zmiłował się nad swoim ludem."
KOMENTARZ
Dziś zaczyna się okres Wielkiego Postu. Poszcząc, wyznaję, że powracam do Królestwa, którego jestem dziedzicem. Idziemy do świątyni, aby pochylić głowy i przyjąć popiół. Równocześnie chcemy otworzyć swoje serca, by w nie możliwie głęboko wpadła jedna z najbardziej podstawowych prawd objawionych przez samego Boga, ujęta w słowach: „Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz”. Dokonuje się to na progu Wielkiego Postu. Przed nami czterdzieści dni przygotowania do ponownego przeżycia uroczystości Wielkiego Czwartku, Piątku i Wielkiej Niedzieli. Dlaczego Kościół posługuje się takim prostym, a bardzo wymownym znakiem? Człowiek to ciało i duch. Ciało jest częścią ziemi. Z ziemi pochodzi i do ziemi wraca. Duch pochodzi od Boga i do Boga wraca. Ale człowiek to połączenie ciała i ducha. Tu na ziemi jesteśmy rozrywani przez dwie potęgi. Świat ma do nas dostęp przez ciało i za wszelką cenę usiłuje ducha podporządkować swemu prawu. Duch natomiast, od momentu chrztu, usiłuje ciało podporządkować sobie. Jesteśmy ludźmi ducha i ciała. Mimo wysiłku, mimo trudu nie zawsze udaje się nam podporządkować ciało duchowi. Czas Wielkiego Postu to czas szczególnego zmagania, to czas, w którym sprawdzamy moc swojego ducha. Oto dziś chcemy uświadomić sobie, że świat ciała jest przemijający, że ta szczypta popiołu, która spadnie na naszą głowę, jest znakiem wartości życia doczesnego. To, co może trwać wiecznie — musi być dziełem ducha. W ciągu czterdziestu dni mamy udowodnić sobie i Bogu, że duch w nas jest mocniejszy, że duch potrafi odnieść zwycięstwo. Dzisiaj odmówiliśmy ciału pokarmu. Ograniczyliśmy posiłki tylko do trzech, i to niepełnych, aby pokazać, że duch jest mocniejszy aniżeli ciało. Taki jest chrześcijański sens postu. Człowiek wobec siebie i wspólnoty uzasadnia, że duch jego jest mocniejszy, że jego ciało jest mu uległe. Każdy robi inne postanowienie: jeden ogranicza palenie papierosów całkowicie lub do pięćdziesięciu procent, drugi rezygnuje do Wielkiej Niedzieli z picia alkoholu, trzeci na czas Wielkiego Postu wyłącza telewizor i czas przeznaczony na jego oglądanie wykorzystuje do czytania dobrej książki lub prasy, czwarty wstaje dziesięć minut wcześniej niż zwykle po to, aby porządnie odmówić poranną modlitwę. To są małe gesty, a jednak mające wielkie znaczenie, ponieważ praktycznie dzień po dniu przez czterdzieści dni dowodzą, że duch nasz jest mocniejszy aniżeli ciało.

sobota, 29 stycznia 2011

Burza na jeziorze (Mk 4,35-41)

„Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich Jezus: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?» Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: «Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?»”
KOMENTARZ
Burza na Jeziorze Galilejskim często pojawiała się zupełnie nieoczekiwanie i mogła grozić zatopieniem niewielkich łodzi, którymi rybacy łowili ryby. Ewangelia odnotowuje to wydarzenie, aby ukazać boską moc Jezusa. Zgodnie z przekonaniem ludzi wszystkich czasów, tylko Bóg jest Panem takich żywiołów, jak wiatr i morze. Okazuje się, że również Jezus ma taką władzę. Dlatego domaga się od swoich uczniów wiary i zaufania. Temu bowiem, kto jest z Jezusem i zawierzył Mu do końca, nie może grozić żadne niebezpieczeństwo. Czy Ty wierzysz i ufasz Jezusowi tak bez granic ?

wtorek, 14 grudnia 2010

Bóg chce prowadzić swój lud (Iz 48,17-19)

"Tak mówi Pan, twój Odkupiciel,
Święty Izraela:
«Jam jest Pan, twój Bóg,
pouczający cię o tym, co pożyteczne,
kierujący tobą na drodze, którą kroczysz.
O gdybyś zważał na me przykazania,
stałby się twój pokój jak rzeka,
a sprawiedliwość twoja jak morskie fale.
Twoje potomstwo byłoby jak piasek,
i jak jego ziarnka twoje latorośle.
Nigdy by nie usunięto ani wymazano
twego imienia sprzed mego oblicza!"
KOMENTARZ

Celem Bożych pouczeń jest pomyślność człowieka. Jednak Izrael wciąż odwraca się od Boga i dąży do sukcesu, posługując się fałszem i oszustwem. Prorok wielokrotnie powtarza, że człowiek, który zapomina o Bogu i zwraca się do dzieł własnych rąk, nie będzie miał z tego pożytku. Droga przykazań, którą Bóg prowadzi człowieka, często jest wymagająca, ale tylko ona prowadzi do trwałego szczęścia.

wtorek, 23 listopada 2010

Obowiązki uczniów Jezusa (Łk 14,25-35)

„A szły z Nim wielkie tłumy. On odwrócił się i rzekł do nich:  «Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.  Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.
Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie?  Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego:  "Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć".
Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.
Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.
 Dobra jest sól; lecz jeśli nawet sól smak swój utraci, to czymże ją zaprawić? Nie nadaje się ani do ziemi, ani do nawozu; precz się ją wyrzuca. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!»”
KOMENTARZ
Każdy, kto chce wejść w zażyłą więź z Bogiem, musi w swoim sercu zgodzić się na porzucenie wszystkiego, jeśli Bóg od niego tego zażąda. Jezus pragnie, aby ten, kto jest Jego uczniem, był naprawdę wolny. Wolność tę zdobywa się jednak z wielkim wysiłkiem. Jest ona często okupiona cierpieniem, bo człowiek z trudem wyzbywa się swojego egoizmu. Jeśli ktoś uważa, że można być uczniem Jezusa bez poniesienia konkretnego trudu i ofiar, ten jest w wielkim błędzie. Prawdziwi uczniowie są dla świata tym, czym sól dla pokarmów. Soli nie widać w pokarmach, ale czuje się jej smak i konserwującą moc. Utrata przez sól swoich właściwości jest symbolem zobojętnienia, któremu mogą ulec uczniowie, jeśli nie będą czuwać, aby ciągle, z coraz większym zapałem, ponad wszystko kochać Boga.

czwartek, 28 października 2010

Wybór Dwunastu (Łk 6,12-16)

"W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą."
Misja siedemdziesięciu dwóch (Łk 10,1-3)
"Następnie wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.
Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki."

KOMENTARZ
Jako, że przeżywamy Tydzień Misyjny proponuję Ci dziś, abyś na chwilę zatrzymał się i zobaczył jak postępował nasz Pan - Jezus Chrystus. On zaczął od modlitwy w samotności nocy, zaś rano zawołał tych, z którymi chodził i którzy już poznali Jego naukę. Z tych to wybrał dwunastu i nazwał ich APOSTOŁAMI, czyli wysłannikami, posłańcami. Tu Pan pokazuje nam, jak należy postępować przy odczuwalnym braku Jego następców, biskupów i kapłanów. Pierwsza więc ma być modlitwa, prośba do Pana żniwa, aby posłał robotników, bo powołanie kapłańskie czy zakonne jest łaską. Łaską, którą daje Bóg na prośbę wierzących. I zawsze wybiera apostołów spośród uczniów, to jest z tych, którzy Jego naukę już poznali i według niej żyją. Nasza troska o zwiększenie liczby apostołów nie kończy się po święceniach kapłańskich, bo tych, których Bóg wybrał za pośrednictwem Kościoła, trzeba dalej wspomagać – najlepiej modlitwą. Wiemy przecież, ilu z nich z powodu ludzkiej słabości zawodzi… Mało mamy robotników na żniwie Pana co do ilości i co do jakości… Ale połóżmy rękę na sercu i powiedzmy sobie szczerze czy rozmawiamy o niedostatku i brakach swoich kapłanów z Panem Bogiem czy tylko z ludźmi …? Jest bardzo prawdopodobne, że mielibyśmy wielu, i to świętych kapłanów, zakonników i zakonnic, gdybyśmy przynajmniej tyle się za nich modlili, ile na nich narzekamy.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Wiara bez uczynków jest martwa (Jk 2,14-19)

„Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy [sama] wiara zdoła go zbawić?  Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» - a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała - to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków. Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą. Chcesz zaś zrozumieć, nierozumny człowieku, że wiara bez uczynków jest bezowocna?  Czy Abraham, ojciec nasz, nie z powodu uczynków został usprawiedliwiony, kiedy złożył syna Izaaka na ołtarzu ofiarnym?  Widzisz, że wiara współdziałała z jego uczynkami i przez uczynki stała się doskonała.  I tak wypełniło się Pismo, które mówi: Uwierzył przeto Abraham Bogu i poczytano mu to za sprawiedliwość, i został nazwany przyjacielem Boga. Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary.  Podobnie też nierządnica Rachab, która przyjęła wysłanników i inną drogą odprawiła ich, czy nie dostąpiła usprawiedliwienia za swoje uczynki? Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków.”
KOMENTARZ
Apostoł Jakub mówi nam w tym tekście, że nie można oddzielać wiary od czynów miłości, gdyż one są jej sprawdzianem. Wiara „teoretyczna” nie wystarcza do zbawienia. Nie można być wierzącym niepraktykującym. Wiara bowiem domaga się czynów miłości; nie jest tylko słuchaniem nauki Jezusa, lecz polega na wypełnianiu jej. Nie da się osiągnąć zbawienia tylko własnym wysiłkiem, bez łaski Boga, ale nie zbawi nas także wiara „teoretyczna”, która nie kształtuje postępowania zgodnego z Ewangelią. Tak więc i wiara, i czyny miłości są konieczne w życiu chrześcijanina. Nie zapominaj, że wiara, która przejawia się jedynie w słowach, równa jest niewierze.

czwartek, 17 czerwca 2010

Zjednoczenie z Chrystusem (J 15,9-17)

„Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.”
KOMENTARZ
Moi kochani ! Otrzymaliście już sakrament bierzmowania i pewnie wielu z Was myśli: „mam to już z głowy”. Jeśli tak myślisz, mylisz się i to bardzo, bo Pan liczy na Ciebie, liczy na to, że Twoje życie przyniesie owoc obfity. A warunkiem przynoszenia owocu jest związek z Jezusem. Owoc, jaki przynoszą uczniowie, to objawienie chwały Bożej. Powyższy tekst mówi nam o miłości Jezusa do uczniów, a miłość ta polega na dawaniu siebie. Miłość Jezusa jest więc wymagająca, a wymagania te wyrażają się w przykazaniach, które mają być realizowane poprzez naśladowanie Jezusa. A więc - moi Drodzy – bierzmy się do roboty, bo żniwo wielkie, ale robotników mało...

czwartek, 20 maja 2010

Godność sług (1 Kor 2,14-16. 3,2-6.17-18)

"Bogu niech będą dzięki za to, że pozwala nam zawsze zwyciężać w Chrystusie i roznosić po wszystkich miejscach woń Jego poznania.  Jesteśmy bowiem miłą Bogu wonnością Chrystusa zarówno dla tych, którzy dostępują zbawienia, jak i dla tych, którzy idą na zatracenie; dla jednych jest to zapach śmiercionośny - na śmierć, dla drugich zapach ożywiający - na życie.
Wy jesteście naszym listem, pisanym w sercach naszych, listem, który znają i czytają wszyscy ludzie. Powszechnie o was wiadomo, żeście listem Chrystusowym dzięki naszemu posługiwaniu, listem napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego; nie na kamiennych tablicach, lecz na żywych tablicach serc. A dzięki Chrystusowi taką ufność w Bogu pokładamy. Nie żebyśmy uważali, że jesteśmy w stanie pomyśleć coś sami z siebie, lecz wiemy, że ta możność nasza jest z Boga. On też sprawił, żeśmy mogli stać się sługami Nowego Przymierza, przymierza nie litery, lecz Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia.
Pan zaś jest Duchem, a gdzie jest Duch Pański - tam jest wolność. My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu."
KOMENTARZ
W swojej pracy apostolskiej Paweł wiernie służy Nowemu Przymierzu, które Chrystus zawarł z nowym ludem Bożym.Wyjątkowość tego Przymierza polega na tym, że jego treść została zapisana w ludzkich sercach przez Ducha Świętego, który jest źródłem życia. Chrystus jest obrazem Boga, a chrześcijanie są obrazem Chrystusa. Ludzie – a więc i Ty – upodabniają się do Chrystusa dzięki Duchowi Świętemu, który działa w sercu każdego wierzącego czyniąc go dzieckiem Bożym. Jednak godność ta oznacza zarazem zadanie: każdy odtąd ma obowiązek troszczyć się o swoją czystość i świętość. Za parę dni i Wy zostaniecie w sakramencie bierzmowania umocnieni Duchem Świętym – to wielki zaszczyt, ale i wielkie zadanie. Masz być zawsze i wszędzie obrazem Chrystusa.