Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje.... Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 listopada 2012

Uroczystość Wszystkich Świętych w Roku Wiary…



Dzień dzisiejszy jest uroczystością połączoną z nawiedzeniem. Ziemia ta mówi o kruchości i krótkości życia doczesnego, mówi o wartości cierpienia, które często poprzedziło odejście bliskich z tej ziemi, mówi o tajemnicy śmierci i o bólu rozstania. Trzeba tylko otworzyć serce, aby usłyszeć prawdę, którą kryje każdy cmentarz i każda mogiła.
W naszym wyznaniu wiary od chrztu powtarzamy: „Wierzę w świętych obcowanie” — tzn. wierzę w istnienie łączności między świętymi a mną, wierzę w to, że mogę obcować ze świętymi, a dzieje się to tylko wtedy, kiedy znam konkretnego świętego i mogę z nim zawrzeć przyjaźń. To mnie wprowadzi w wielką wspólnotę ludzi, którzy potrafili wygrać życie. Takim konkretem ukazującym autentyczność wiary w obcowaniu ze świętymi jest troska o to, by znać dokładnie życie przynajmniej kilku świętych. Obecnie w życiorysach ukazuje się konkretnych ludzi, którzy wędrowali drogą naszego szarego życia i potrafili wejść do domu Ojca Niebieskiego. Takie życiorysy dotyczą św. Maksymiliana Kolbego, św. Brata Alberta, św. Rafała Kalinowskiego. W nich już nie kładzie się nacisku na cuda, lecz na konkret życia, który w spotkaniu z tymi świętymi pozwala uwierzyć, że droga Ewangelii jest drogą możliwą do przebycia dla mnie.
Wejście w grono świętych jest wejściem we wspólnotę żyjącą miłością, która ma to do siebie, że zawsze promieniuje. Jeżeli ktoś otwiera swoje serce na spotkanie z człowiekiem wielkiego formatu, to pozostaje pod działaniem doskonałej miłości wspólnoty ludzi świętych i w atmosferze ich miłości o wiele łatwiej mu wędrować ewangeliczną drogą.
Rok Wiary daje sposobność pogłębienia wiary, większego zaufania Bogu we wszystkim, co jest przedmiotem wiary, a więc również w prawdzie o świętych obcowaniu. Co więcej, praktykowanie łączności ze świętymi i zmarłymi bardziej nas z nimi łączy, w dodatku oni poprzez swoje wstawiennictwo pomogą nam tu, na ziemi, pogłębić naszą wiarę.
Uroczystość Wszystkich Świętych i wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych dają doskonałą okazję do refleksji nad życiem, jego celem, a jednocześnie te pierwsze dni listopada, to szansa na pogłębienie łączności ze świętymi i zmarłymi.
Przede wszystkim prawdziwy kult świętych jest oddaniem czci Bogu, bo przecież święci osiągnęli niebo dzięki łasce Bożej, dzięki współpracy z nią. To Bóg jest źródłem wszelkiej świętości.
Możemy ofiarować świętym naszą pamięć, która wyraża się w czytaniu ich pism, rozpamiętywaniu ich życia, naśladowaniu, a także w dedykowaniu im różnych "monumentów wiary" - kościołów, kaplic, ołtarzy, obrazów, figur...
Nawiedzenie cmentarzy to szansa na ofiarowanie modlitw za bliskich zmarłych, ale jednocześnie jest to szansa na refleksję: oto ci, których groby nawiedzam, byli jeszcze niedawno tu, gdzie ja jestem - za krótką chwilę mojego życia to ja będę tam, gdzie oni już doszli... Kwiaty i znicze to swego rodzaju opakowanie - są potrzebne jako zewnętrzna forma naszej pamięci, jednak przede wszystkim potrzeba, abyśmy przynieśli naszym bliskim zmarłym dary duchowe: nasze modlitwy, stan łaski uświęcającej, Komunię św. przyjętą w intencji zmarłych. Nawiedzając groby zmarłych, mam szansę okazać im miłość przez dary duchowe, a jednocześnie szansę na właściwą refleksję nad sobą samą: z każdym dniem, z każdą chwilą jestem bliżej wieczności, moje ciało spocznie w grobie, a ja stanę przed Panem i zdam sprawę z czasu mojego życia na ziemi...
Moja nadzieja jest w Bogu Miłosiernym, do którego przecież należymy i przed którym każdy stanie. Czy więc muszę się bać wieczności? Przeciwnie! Muszę się bać dnia dzisiejszego, tj. mojego życia tu i teraz, żebym nie zmarnowała łask Bożych i osiągnęła szczęście wieczne w królestwie Bożym.
"Czas ucieka, wieczność czeka" - nie ma odwrotu, z każdym dniem jesteśmy bliżej naszych bliskich zmarłych, za krótką chwilę życia dołączymy do nich... Czas biegnie nieubłaganie swoim rytmem, nie można go spowolnić, zatrzymać ani przyśpieszyć, można go tylko dobrze wykorzystać lub w czasie ziemskiego życia się zatracić... Rok Wiary jest szczególnym wyzwaniem dla nas, abyśmy wchodzili w komunię ze świętymi i zmarłymi…
Rok Wiary jest szansą na pogłębienie komunii z nimi, a przez to na pogłębienie naszej wiary. Mieszkańcy nieba nie potrzebują już wiary i nadziei, oni mają wiedzę i oglądają Boga, a przenikani Jego odwieczną miłością mogą umocnić naszą wiarę i nadzieję, abyśmy w miłości mogli dojść w swoim życiu do domu Ojca.



środa, 17 października 2012

Rok wiary

Rok Wiary – okres ten w Kościele katolickim rozpoczął się 11 października 2012 roku, w pięćdziesiątą rocznicę otwarcia Soboru Watykańskiego II, a skończy się w Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata, 24 listopada 2013 roku. W dzień rozpoczęcia mija także 20 lat od opublikowania przez błogosławionego Jana Pawła II Katechizmu Kościoła Katolickiego i obradować będzie Synod Biskupów nad kwestią nowej ewangelizacji. Ogłoszony został przez papieża Benedykta XVI w liście apostolskim w formie motu proprio (list papieski o charakterze dekretu powstały z inicjatywy własnej papieża) „Porta fidei” wydanym 11 października 2011 roku. W założeniu papieża Rok wiary ma być zaproszeniem do autentycznego i nowego nawrócenia do Chrystusa, zaangażowania misyjnego na rzecz nowej ewangelizacji. Powinien również wyrazić wspólne zobowiązanie do ponownego odkrycia i studium podstawowych treści wiary, które znajdują się w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Katechizm ma być też prawdziwym narzędziem wspierania w wierze, zwłaszcza dla tych, którzy troszczą się o wychowanie chrześcijan. Papież zaznacza, aby ten Rok rozbudził w każdym wierzącym aspirację do wyznawania wiary w jej pełni i z odnowionym przekonaniem, z ufnością i nadzieją, by bardziej celebrować wiarę w liturgii, zwłaszcza Eucharystii. Jednocześnie pragnie, żeby świadectwo życia ludzi wierzących było coraz bardziej wiarygodne. Zwłaszcza w tym Roku każdy wierzący powinien ponownie odkryć treść wiary wyznawanej, celebrowanej, przeżywanej i przemodlonej, i zastanowić się nad samym aktem wiary. Rok ten będzie okazją sprzyjającą temu, by wszyscy wierni głębiej zrozumieli, że fundamentem wiary chrześcijańskiej jest «spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie». Wiarę, opartą na spotkaniu ze Zmartwychwstałym Jezusem Chrystusem, będzie można odkrywać w jej integralności i w pełnym blasku. «Również w naszych czasach wiara jest darem, który trzeba na nowo odkryć, pielęgnować i dawać o nim świadectwo», ażeby Pan «sprawił, że każdy z nas doświadczy z radością, jak pięknie jest być chrześcijaninem».
Katechizm młodych uczy, że "Modlitwa to wielka brama do wiary" (YouCat, 469). Poświęć i Ty kilka minut codziennie, aby pogłębić swoją wiarę. Aby Ci to ułatwić zapraszam Cię na: YouCat on Facebook. Od 11 października codziennie jest tam zamieszczany jeden punkt z YOUCAT.
To Katechizm Kościoła Katolickiego przystosowany językowo dla młodzieży i dlatego dostępny dla każdego..., także dla Ciebie. Nie zmarnuj więc takiej okazji…!!!

poniedziałek, 10 października 2011

Po co bierzmowanie ? (21)

I ciągle zadaję sobie pytanie: czy to jest miłość, czy oszukiwanie ?
Nie da się ukryć, że czas wakacji to dla wielu młodych okres wielkich sercowych podbojów. Ileż to razy gdzieś na mazurskiej przystani, na nadmorskiej plaży, a może i na samym szczycie tatrzańskim padają słowa: kocham cię. A zaraz po nich następują obietnice: nigdy cię nie zapomnę, będę pisać, przyjadę, chcę być już z tobą na zawsze.
Różne bywają losy tych wakacyjnych miłości. Niejedna z nich doprowadziła rozmiłowanych w sobie chłopca i dziewczynę na ślubny kobierzec. Inne zakończyły się z chwilą powrotu do domu. Niektórzy już we wrześniu, opowiadając znajomym o swojej wakacyjnej miłości, nie za bardzo mogą sobie przypomnieć, jak ona miała na imię. Tym bardziej, że w lipcu była jedna, a w sierpniu druga…
Żonglowanie słowem „kocham” jest powszechne i łatwe. Jak więc ustrzec się przed kimś, kto chce się mną zabawić, a może nawet tryumfalnie dorzucić do swojej licznej kolekcji poderwanych ?
Prawdziwą miłością jest Bóg i innej nie ma. Prawdziwym powiewem miłości, jej mocą, potęgą jest Duch Święty. To nie przelotne uczucie, zmysłowa fascynacja – to siła, która stworzyła wszechświat ! Jest prawdą, która demaskuje wszelki fałsz i zakłamanie. Warto modlić się do Niego szczególnie wtedy, gdy wiążemy się z kimś, wchodzimy w jakieś bliższe relacje. Ileż to rzekomo zakochanych mówi po tym, jak miną gorące uniesienia: gdzie ja miałam oczy ?! Gdzie miałem rozum ?!
Co mówili o prawdziwej miłości ludzie napełnieni Duchem Świętym ? Że jest ona pokorna. Gdy niekiedy rozmawiam z zakochanymi, to stawiam im pytanie:
- Czy już się ze sobą pokłóciliście ?
W odpowiedzi często słyszę stanowcze stwierdzenie:
- Nie ! My się tak kochamy, że się nigdy nie kłócimy !
- A to szkoda – odpowiadam. – To lepiej jeszcze ślubu nie bierzcie. Bo jeszcze nie wiesz, czy twój chłopak, twoja dziewczyna potrafić wypowiadać jedno słowo. Takie zwykłe, ale najtrudniejsze na świecie słowo: przepraszam. Związać się na całe życie z kimś, kto nie umie mówić „przepraszam”, któremu to słowo nigdy przez gardło nie przechodzi, to jak grać w toto-lotka. Może się trafić wzajemne porozumienie i harmonia. Ale jednak niewielkie tu szanse na życiową wygraną.
Co jeszcze o miłości mówili swoim życiem ci, których napełniał Duch Pocieszyciel ? Pokazywali, że człowiek nie ma kilku serc. Jedno od kochania sympatii, drugie od kochania Pana Boga, trzecie od kochania przyjaciół, czwarte od kochania rodziców. Dlatego nie trzeba się zbytnio zachwycać tym, że „mój chłopak wskoczył przez okno do pociągu, żeby mi zająć siedzące miejsce !” Cieszyć trzeba się raczej wtedy, gdy ów dżentelmen ustąpi w przedziale miejsca jakiejś staruszce. Nie można być szczerze rozmiłowanym w dziewczynie, a zupełnie nie dostrzegać cierpienia innych ludzi. Serce ma się jedno. Zamiast z rozkoszą wsłuchiwać się w potok komplementów pod swoim adresem, warto posłuchać, co moja sympatia mówi o swoich rodzicach. Jeśli ktoś zaraz po miłosnych wyznaniach wobec dziewczyny – mój aniołku, moja myszko – stwierdza z pogardą, że „moja matka jest dokumentnie głupia i kompletnie zakręcona”, to uwaga – coś tu nie gra ! Bo albo człowiek ma w sercu czystą miłość, albo ma pogardę. Jedno z drugim tam mieszkać nie może. Serce ma się jedno.
Jak chłopak dziś traktuje swoją matkę czy staruszkę w tramwaju, tak najprawdopodobniej kiedyś potraktuje swoją dziewczynę, gdy ta zostanie już jego żoną. Nie ma po co chodzić do wróżki, by pytać o przyszłość. Trzeba tylko pilnie przyglądać się życiu.
I może jeszcze jedno kryterium tej Bożej miłości. Przed ślubem warto sprawdzić, czy ten mój, czy ta moja ukochana boi się Boga. Nie ma co ukrywać, że bardzo często w okresie chodzenia ze sobą zdarza się coś niedobrego w dziedzinie czystości. Zbyt odważne dotknięcia, za dużo namiętności, itp. I wtedy przypomnij sobie – jak ta druga strona zareagowała ? Uśmiechem mówiącym, że było super ? A może twoja dziewczyna posmutniała i powiedziała: Boże, co myśmy najlepszego zrobili. Chodźmy do spowiedzi. Jak najszybciej.
Byłoby najlepiej, gdyby takie sytuacje w ogóle nie miały miejsca. Ale cóż – nie ma co ukrywać – zdarzają się. Jeśli ktoś wtedy nie zauważa grzechu, nie ma żadnych wyrzutów sumienia, to znowu powinno się zapalić czerwone światło. Ten ktoś nie liczy się z Bogiem. Dlatego jest bardzo prawdopodobne, że po ślubie, po latach, kiedy będzie chciał odejść, zdradzić, to żaden argument go nie zatrzyma.
Wspomniałem o twoim ukochanym, ale jeśli to ty nie umiesz mówić: „przepraszam”, jeśli jesteś skłócona z całą rodziną, jeśli nie masz wyrzutów sumienia z powodu ciężkiego grzechu, to znak, że musisz zaczekać ze słowem ”kocham”. Czy dziś w twoich ustach nie byłoby ono kłamstwem ?
To tylko kilka prawd o autentycznej miłości. Jaśniały one w życiu ludzi napełnionych Duchem Świętym. Uchronił ich przed ciągłym błądzeniem w labiryncie złudnych emocji i bolesnych rozczarowań. Dlatego warto przeżywać z Nim wszystkie dni. Wakacyjne też.
♥   ♥   ♥   ♥   ♥   ♥   ♥   ♥   ♥   ♥   ♥   ♥   ♥   ♥   ♥   ♥
Może teraz zapytasz: jak spotkać Ducha Pocieszyciela ? Jak ma Go odnaleźć zwyczajny, marny człowiek uwikłany w grzech, w swoje słabości ? Odpowiem tak: a co robi owieczka, która zgubiła się pasterzowi i wplątała w bolesne ciernie ? Niewiele może zrobić – tylko dzwonić dzwoneczkiem na szyi i rozpaczliwie beczeć. Nam właśnie pozostaje to samo: przyzywać Pocieszyciela. Musimy to czynić z głęboką nadzieją. Bo nieważne ile masz lat, co przeżyłeś, za kogo cię ludzie uważają, na jakiej drodze życia jesteś. Zawołaj, On na pewno usłyszy, na pewno cię odnajdzie. Duch tchnie, kędy chce.

piątek, 30 września 2011

Po co bierzmowanie ? (20)

Rozszyfrować Pana Boga
W sakramencie bierzmowania otrzymujemy dar mądrości. Czy pomoże nam on lepiej sobie radzić przy szkolnej tablicy albo na sprawdzianie ? Jest to nieco skomplikowany problem, ale i tego wykluczyć nie można, jeśli oczywiście sami spełniamy kilka istotnych warunków. Natomiast tym wszystkim, którzy są otwarci na Ducha Świętego, daje On niesamowitą mądrość życiową. Sporo można by tu pisać, ale wspomnę tylko o jednym z jej aspektów.
Przypomina mi się scena z filmu „Piękny umysł”. Jego bohater, genialny matematyk, został poproszony przez władze wojskowe o przeanalizowanie dziwnego ciągu liczb, przechwyconego przez nasłuch służb kontrwywiadu. Wprowadzono go do pomieszczenia o szklanych ścianach. Były one od podłogi do sufitu zapisane różnymi liczbami. Bohater filmu zaczął w skupieniu przyglądać się tysiącom cyfr z lewej strony, z prawej, na górze, na dole i nagle… dostrzegł w nich jakiś wyraźny porządek ! Wśród pozornego bezładu, bałaganu, przypadkowości zauważył ciąg, który bez wątpienia coś znaczył. W ten sposób rozszyfrowano przedsięwzięcie wrogiego mocarstwa.
Wydarzenia naszego życia następują po sobie niekiedy zupełnie przypadkowo. Miesiąc temu chorowałem na anginę, potem wujek miał wypadek samochodowy, potem super poszła mi matura, niestety zaraz po niej miałem rwanie zęba, itd… Życie jak życie. A chyba wszystko w nim takie bezładne i przypadkowe. Kiedy jednak dostaniemy Boży dar mądrości, to nagle możemy odkryć, że to wszystko układa się w naszym życiu w jakąś niezwykłą konstelację. W świetle wiary można w niej odkryć coś zadziwiającego, a nawet doznać olśnienia: Boże, aleś to wszystko ustawił ! Jak mądrze, jak przewidująco ! Nawet nie dostrzegłem, kiedy w moim życiu realizował się Twój plan zbawienia ! Ty jesteś genialny !
Bóg bardzo pragnie, abyśmy doszli do Jego domu. Przygotował go dla nas tak cudownie, że ludzki język nie może tego opisać, a rozum pojąć. Problem polega na tym, że my niekiedy skręcamy z drogi wiodącej do nieba, bo zły duch rozsypuje nam kolorowe błyskotki na bocznych ślepych uliczkach. I co Pan Bóg może wtedy zrobić ? Za kołnierz nas nie złapie, by nas w naszym wędrowaniu prawidłowo ustawić. Nie zrobi tego, bo tak szanuje naszą wolność. Jezus mógł tylko płakać nad ludźmi w Jerozolimie…
Dlatego Bóg, nie używając wobec nas przymusu, układa dla nas jakby scenariusz czy plan i zaprasza do jego spełnienia. Kiedy narozrabiamy i w czymś Mu się sprzeciwimy, On natychmiast przygotowuje wersję awaryjną, by znowu nas ratować. Ileż sytuacji, spotkań, rozmów, chwil szczęśliwych i smutnych szykuje dla nas Bóg, byśmy w końcu, w wolności swego serca, powiedzieli Mu: kocham Cię i chcę być Twój. Każdy z nas ma przygotowany taki plan Bożej Opatrzności. Przypomina on niekiedy sensacyjny film, w którym główny bohater ginie na początku, a kiedy widzowie pytają zaskoczeni: o co tu chodzi ? okazuje się, że on, oczywiście, żyje ! I tak jeszcze kilka razy się wszystko do góry nogami wywraca i tak kręci, że gdy przychodzi zaskakujący finał, to wszyscy mówią: ale numer ! zupełnie się tego nie spodziewałem !
Błogosławieni ci, którzy próbują rozszyfrować ten Boży scenariusz. Błogosławieni, którzy podejmują w nim tę pasjonującą akcję miłości. W całym swoim życiu nie przeżyją nic bardziej niesamowitego.

piątek, 19 sierpnia 2011

Po co bierzmowanie ? (19)

Przegrać ze świętymi, czyli jak obudzić się ze snu
Wspomniałem już o niebezpieczeństwie oszukiwania samego siebie. Ktoś ma o sobie wysokie mniemanie i dałby sobie rękę uciąć, że jest właśnie tak, jak myśli. Tymczasem w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Ludzie, którzy żyją w takiej duchowej iluzji, mogą przeżyć na Sądzie Ostatecznym ogromny szok, kiedy w świetle Bożym zobaczą, jacy są naprawdę. Szczególnie niebezpieczną formą takiej iluzji jest właśnie iluzja zbiorowa, gdy fałsz przenika do serc całej wspólnoty czy grupy. Przed laty rozmawiałem z przyjacielem. Opowiadał mi, jak w dzieciństwie spędzał całe wakacje z kilkoma kolegami na warszawskim podwórku. Nudzili się niezmiernie i jakiś starszy kolega postanowił nauczyć ich grać w brydża. Przyniósł karty, pokazał, jak się rozdaje, jak gra, jak zapisuje punkty. Od tamtego czasu – jak opowiadał przyjaciel – całymi godzinami graliśmy w brydża. Minęły lata i mój przyjaciel, już jako student, pojechał z kolegami w góry. Spędzając wieczór w górskim schronisku, usłyszał, że jacyś ludzie poszukują czwartego do brydża. Zgłosił się od razu. Usiedli przy stoliku, rozdali karty, zaczęła się licytacja i nagle ktoś go zapytał: W co ty grasz ? Jak to: w co ? W brydża ? – odpowiedział zdumiony. Przecież to nie jest brydż ! Wykrzyknęli niemal jednocześnie starzy karciarze. To nie jest brydż ! Powtórzyli z naciskiem trzej panowie i zaczęli się rozglądać za nowym czwartym do gry. „Okazało się, że ten starszy chłopak na podwórku nauczył nas wtedy jakiejś innej gry. A ja przez laty byłem pewny, że umiem grać w brydża” – ze śmiechem opowiadał mi to nieszczęsny brydżysta. To bardzo pouczająca historia. Warto zwrócić uwagę: w którym momencie mój przyjaciel zrozumiał, że żaden z niego brydżysta ? Wtedy, kiedy usiadł przy rasowych brydżystach. Łatwo bowiem ulec złudzeniu: ależ ja jestem wspaniały ! I mam na to dowód: wszyscy obok mnie są gorsi ! Dlatego w naszym chrześcijańskim życiu powinniśmy ciągle starać się przebywać w obecności Jezusa – Najświętszego ze świętych. Przy Nim stawać, Jego naśladować. Przez lekturę życiorysów świętych ludzi powinniśmy jak najczęściej obcować ze świętym Franciszkiem, świętą Tereską, świętym Stanisławem Kostką. Ze swą płycizną duchową nieraz poczujemy się przy nich nieswojo. Tak, ale wzrastać można tylko wtedy, gdy poprzeczkę stawia się coraz wyżej. A tym, którzy dojdą do wniosku, że na poziom świętych można wzlecieć jedynie na skrzydłach, przypominam, że nie bez przyczyny symbolem Ducha Świętego jest gołębica. Duch tchnie, kędy chce, Swoim porywem wydobywa On ludzi z przeróżnych zakłamań i złudzeń. Wznosi ich ku prawdzie.

środa, 15 czerwca 2011

Po co bierzmowanie ? (18)

Czy Matka Boża musiała duchowo pracować ?
Wielokrotnie w naszym życiu chrześcijańskim odwołujemy się do przykładu Maryi, jako Tej, która była tak czysta, posłuszna i oddana Bogu. Kiedy słyszymy tyle wzniosłych słów o Matce Jezusa, kiedy słyszymy, że jest Ona bez żadnego grzechu, to możemy sobie pomyśleć, że osiągnięcie tego piękna duchowego nic Ją nie kosztowało, że było Jej dane od razu za darmo. Tak jednak nie było. Maryja była rzeczywiście obdarowana przez Boga w sposób niezwykły, ale z Duchem Świętym, który spoczął na Niej, musiała ciężko przez całe życie współpracować. Bóg dawał Jej wiele trudnych lekcji i Ona sama stawała nie raz przed ciężkimi życiowymi egzaminami.
Kiedy Jezus miał dwanaście lat, to zgubił się Maryi i Józefowi. W wielkim bólu szukali Go trzy dni. I nagle… jest ! Odnalazł się ! Jest w świątyni, wśród uczonych w Piśmie. Każda matka oczekuje w takiej chwili, że dziecko powie: mamusiu kochana, ja tak tęskniłem za tobą ! Ale Jezus nic takiego nie mówi. Maryja wypowiada wtedy pamiętne słowa: Synu, czemuś nam to uczynił ? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział:”Czemuście mnie szukali ? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca ?” Chrystus jakby chciał powiedzieć: Maryjo, nie Ty jesteś najważniejsza. Bóg w niebie jest dla mnie najważniejszy. Ja należę przede wszystkim do Niego.
Po kilkunastu latach Maryja z krewnymi udała się w podróż do Jezusa. Jacyś ludzie donieśli Zbawicielowi: Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się z Toba widzieć. W takiej sytuacji każde serce matki czeka, by syn podszedł, wyraził swoją radość, by powiedział: mamo, jak się cieszę, tak dawno cie nie widziałem ! Ale Jezus wtedy nie wyszedł do Maryi. Wskazując swoich uczniów, powiedział: Moją Matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je. Co przez to powiedział Maryi ? Po raz drugi rzekł to samo: Maryjo, nie Ty jesteś dla mnie najważniejsza. Matka Boża na pewno te wszystkie sytuacje przeżywała w swoim sercu. Będąc Matką, stawała się uczennicą swojego Syna. Zapewne nie przychodziło Jej to lekko. Tego pokornego posłuszeństwa woli Bożej naprawdę musiała się cierpliwie uczyć.
I jeszcze inna scena z Ewangelii. Golgota, Jezus umiera, Maryja stoi pod krzyżem. To niesamowite – Jezus pozwolił, aby Matka patrzyła, jak On umiera. Mógł temu zapobiec, mógł powiedzieć swoim uczniom: zabierzcie Maryję z Jerozolimy, kiedy będę umierał – niech Ona na to nie patrzy. Ale Maryja z woli Bożej tam była i widziała, jak Jej Syn konał.
Każda matka w takiej sytuacji zapewne krzyczałaby: ludzie, ratujcie go, on jest niewinny ! Ale Ona stoi. Płacze, bo łzy na pewno płyną Jej po twarzy, ale nie mówi nic. Każda matka chciałaby teraz usłyszeć od syna słowa: mamo, dziękuję ci. Byłaś najlepszą matką. Kocham cię. Ale Jezus, wskazując na Jana mówi do Niej: Niewiasto, oto syn Twój. A potem znów pokazuje, kto jest dla Niego najważniejszy, wołając głośno z krzyża: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.
Jak trudne były dla Maryi te chwile, kiedy musiała bez reszty oddać Bogu swoje Dziecko. Dla każdej matki to najtrudniejsze: oddać swoje dziecko, wyrzec się jego bliskości. Uświadomić sobie, że Bóg jest ważniejszy niż jej ludzkie pragnienia. Maryja potrafiła to uczynić, bo nieustannie była pod natchnieniem Ducha Świętego, który zstąpił na Nią w chwili zwiastowania.
Każdy z nas ma pragnienie, by w czyimś życiu być najważniejszym. Ale ani my dla nikogo, ani nikt dla nas nie może stać się bogiem. Nawet najukochańszy przez nas człowiek należy bardziej do Boga niż do nas. Powinni o tym pamiętać rodzice , których dorosłe już dziecko zakłada swoją rodzinę, albo pragnie wstąpić do seminarium lub do zakonu. Bo każdy syn i córka należy przede wszystkim do Boga, a nie do swoich rodziców. Powinni o tym pamiętać młodzi ludzie, którzy przez grzech nieczystości chcą wyrwać swoją sympatię z rąk Bożych. Bo twój chłopak nie jest twoim chłopakiem, a twoja dziewczyna nie jest twoją dziewczyną. Oni należą do Boga. Tej ofiarności uczy Duch Chrystusa, Duch czystej miłości, która pozwala nam wyzwolić się z zaborczego egoizmu.

wtorek, 15 lutego 2011

Po co bierzmowanie ? (17)

Czy wolno kłócić się z Panem Bogiem ?
Wydaje się, że na pytanie postawione w tytule można odpowiedzieć tylko przecząco. Po pierwsze, to w ogóle z nikim nie powinniśmy się kłócić, a po drugie – nawet gdyby zaistniała pomiędzy nami a Panem Bogiem jakaś różnica zdań, to kłótnia z Nim nie miałaby sensu, bo Bóg jest doskonały, wszechwiedzący i zawsze miałby rację. Niby to jasne, oczywiste i logiczne, ale… przyjrzyjmy się dwóm scenom biblijnym. Pierwsza to „narzekanie ludu” z Księgi Liczb 11,10-15. Przeczytaj, a powiesz, że to niesamowite, ale Mojżesz wprost kłócił się z Panem Bogiem i wypowiadał z jawną goryczą swoje pretensje pod adresem Stwórcy. Czy on jeden tak czynił ? Prorok Jeremiasz, gdy był wyczerpany spełnianiem swojej trudnej misji, odezwał się do Boga tak:
„Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść;
ujarzmiłeś mnie i przemogłeś.
Stałem się codziennym pośmiewiskiem,
wszyscy mi urągają.
Albowiem ilekroć mam zabierać głos,
muszę obwieszczać:
«Gwałt i ruina!»
Tak, słowo Pańskie stało się dla mnie
codzienną zniewagą i pośmiewiskiem.
I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał
ani mówił w Jego imię!”

To także niezwykła modlitwa wielkiego proroka Starego Testamentu. Ma on żal do Boga, że jego prorocka misja, to nieustanne zapowiadanie nieszczęść. Prorok mówi, że ma już tego dość i chce porzucić służbę Panu. A czy ty kiedyś rozmawiałeś tak z Panem ? A jeśli nie, może to właśnie jest powodem, że trudno ci się modlić, że modlitwa stała się jedynie trudnym i nużącym obowiązkiem. Kiedy spotykasz kolegą lub koleżankę, to zdarza się, że rozmawiacie niekiedy długo i żarliwie. Tematy sypią się jak z rękawa:
- Ale mnie matematyczka urządziła ! Postawiła mi niesprawiedliwą ocenę !
- To i tak miałeś farta, bo przedwczoraj chcieli ukraść mi komórkę. Na szczęście im się nie udało !
- A propos: sprawiłem sobie nową komórkę i nie mam na wakacje
- A staruszkowie cie nie zasponsorują ?
- Co ty, skłóciłem się z nimi totalnie…
Żalimy się, narzekamy, buntujemy, wylewamy swój ból, niekiedy nawet krzyczymy. I czujemy, że takie rozmowy z przyjaciółmi są nam potrzebne. A potem idziemy na modlitwę, ładnie stajemy i grzecznie mówimy Bogu, że Go kochamy, że Mu za wszystko dziękujemy, że wszystko jest pięknie. I niekiedy czujemy, że ta modlitwa jest jakaś sztuczna, nie nasza, bo w sercu aż huczy od emocji, bólu, rozdarcia, a tu trzeba tak ładnie pacierz odmawiać. A może warto pokłócić się z Panem Bogiem ? A może są w sercu pytania, które bolą, a których nie ośmieliliśmy się Stwórcy postawić ? „Panie Boże, dlaczego moi rodzice się rozwiedli „ Dlaczego od lat nie ma w domu mego ojca ? Czy tak musiało być ? Czy moja mama musi tak chorować, tak cierpieć ? Przecież to taki dobry człowiek… Dlaczego ciągle nie mogę wyjść z grzechu ? Samogwałt, kłamstwo, lenistwo… Tyle się już modliłem, spowiadałem. Dlaczego to ciągle wraca ? Czy Ty nie widzisz jak cierpię ?! Jak jestem już tym wykończony ?! Jak boli mnie sumienie ?! Dlaczego nie dałeś mi urody, dlaczego od dzieciństwa mam te lęki, kompleksy…?”.
Duch Święty czyni nas Bożymi dziećmi. Nie jesteśmy już niewolnikami. Jesteśmy ukochanymi dziećmi, a dziecko ma prawo pytać Ojca. Może dopiero wtedy, gdy postawisz te pytania, gdy je nawet wykrzyczysz, to poczujesz się wolny przed Bogiem, poczujesz się Jego dzieckiem i na pewno usłyszysz odpowiedź. Bo Bóg zna doskonale tajemnice twojego życia i przez Ducha Świętego chce ci je odkryć. Chce cię tylko zobaczyć przed swoim obliczem takiego, jakim jesteś, z całą prawdą twojego serca. Lepiej się z Bogiem kłócić głębią bólu swojego serca niż pozostawać w jakiejś sztucznej grzeczności czy uniżeniu.

piątek, 17 grudnia 2010

Po co bierzmowanie ? (16)

Chrześcijanin – najpiękniejszy kwiat doniczkowy
Kilka lat temu widziałem, jak pewna siostra zakonna układała w kościele przed ołtarzem piękną kompozycje z kwiatów. To był rzeczywiście niezwykły bukiet. Podszedłem do tej Bożej kwiaciarki i powiedziałem:
- Piękną rzecz siostra stworzyła. Szkoda tylko, że to wszystko trzeba będzie po kilku dniach wyrzucić do śmieci.
- Nie wszystko – tajemniczo odpowiedziała siostra i rozchyliła nieco ułożone kwiaty. Okazało się, że jeden z nich, wkomponowany w sam środek, to kwiat doniczkowy. Akurat zakwitł i siostra postawiła go na stołeczku, a potem obstawiła kwiatami ciętymi, umocowanymi w specjalnych gąbkach.
- Te cięte kwiaty rzeczywiście trzeba będzie za jakiś czas wyrzucić, ale ten doniczkowy będzie żył jeszcze długo – powiedziała siostra.
Ten obrazek do dziś pozostał mi w pamięci. Kiedy, idąc ulicą, widzę różnych ludzi, to łatwo dostrzegam różnice między nimi. Ten jest stary, a ten młody. Ta piękna, tamta mniej urodziwa. Ci są bogaci, a tamci ubodzy. Ale to nie jest najważniejsza różnica. Najistotniejsze jest pytanie: kto jest kwiatem ciętym, a kto jest „zasadzony” w Pana Jezusa ? Bo można być człowiekiem pięknym, inteligentnym, bogatym  w swojej osobowości, ale pozostawać jak ścięta róża. A można być człowiekiem bardzo szarym, niczym się nie wyróżniającym, a jednak mieć w sobie życie Jezusa. Ile to razy słyszałem z ust jakiejś starszej kobiety:
- Wie ksiądz, miałam taki kwiat. Niby już uschły, takie byle co. I właściwie chciałam go wyrzucić, ale go tak podlewałam i … wie ksiądz, jak on mi pięknie zakwitł ! Z człowiekiem może być tak samo. Można mieć depresje, upadki, prowadzić niekiedy wyczerpującą walkę duchową. Można przechodzić różne załamania. Można pozostawać latami w cieniu tych, co się prawem Bożym nie przejmują i ciągle są radośni, uśmiechnięci. Można im zacząć bardzo zazdrościć i wątpić: czy jest sens zmagać się z grzechem ? Można mieć mocną pokusę: czy nie dać sobie spokoju ze spowiedziami, wyrzutami sumienia, czy nie pójść w życiu na całość ? I to jest pokusa: czy dać się ściąć ? I zostać kolorowym kwiatkiem, którego piękno jest krótkotrwałe.
Chrystus stał się dla nas poprzez swoje zmartwychwstanie duchem ożywiającym. Duch Boga wskrzesił Jezusa po trzech dniach, choć wydawało się, że ten Boży Kwiat zwiądł bezpowrotnie. Przez chrzest, przez bierzmowanie, przez eucharystię jesteśmy niejako ”zasadzeni” w Jezusa Zmartwychwstałego. Jesteśmy z Nim złączeni jak krzew z latoroślą. I choćby nam przyszło nieco uschnąć, przeżywać trudne dni, doświadczać smutku, że coś bezpowrotnie straciliśmy, to trwajmy w wierze, że życie Jezusa, które w sobie nosimy, jest niezniszczalne.
Dlaczego Jezus pozostawał w grobie przez trzy dni ? Dlaczego nie zmartwychwstał po kilku godzinach ? Stało się tak, by nikt nie miał wątpliwości, że On naprawdę umarł. Takie były wtedy przekonania. Po trzech dniach od chwili śmierci zgon można było uznać za bezdyskusyjny. I w naszym życiu przyjdą niekiedy takie trzy dni. Wszystko będzie suche, szare i obumarłe. Nasze myśli, modlitwa, relacje do innych ludzi. Ale życie nie obumarło. Duch nie obumarł. Czeka na swoją wiosnę, by zakwitnąć ku chwale Boga. Jej przyjścia nic nie może zatrzymać.

wtorek, 16 listopada 2010

Po co bierzmowanie ? (15)

Spojrzeć na siebie oczami Jezusa
Przed kilku laty pewien Pan opowiedział mi pouczającą historię ze swoich studenckich lat. Otóż kiedy zabrakło mu pieniędzy, z bólem serca postanowił, że sprzeda swoje zbiory znaczków pocztowych. Rzeczoznawca przez kilkanaście minut oglądał klaser po klaserze, strona po stronie. Kiedy skończył powiedział coś, co wprawiło studenta w osłupienie:
- Kupuję od pana tylko jeden znaczek. Ten polski, przedwojenny.
- Jak to tylko jeden ?! Przecież tu są wspaniałe serie ! O, ta z Watykanu, i ta z Hondurasu ! – student nie mógł opanować lekkiego podenerwowania.
- Widzę, widzę – odparł spokojnie filatelista – ale biorę tylko ten jeden znaczek. Za resztę dziękuję. „A ja myślałem, że mam takie filatelistyczne skarby” – z lekkim uśmiechem zakończył swe opowiadanie dawny student.
Rozważaliśmy już sprawę niebezpiecznej iluzji, w jakiej można spokojnie spędzać życie. Co to znaczy przygotować się na sąd Boży ? Czy należy powtarzać  nieustannie znane zawołanie: memento mori ? Niekoniecznie, choć jest ono bardzo mądre. Przygotowanie na nasze ostateczne spotkanie z przychodzącym Synem Bożym, to uczciwe dążenie do prawdy o sobie i o swoim życiu. Bo na Sądzie Ostatecznym Pan Bóg „kupi” od nas tylko miłość. Kiedy przedstawimy Mu, jako rzeczoznawcy spraw ostatecznych, nasze sukcesy i osiągnięcia, kiedy będziemy się chwalić świadectwem z czerwonym paskiem, dyplomem ukończenia mądrych kursów, pokażemy puchar zdobyty na turnieju, to być może Bóg wtedy powie: uznaję w twoim życiu to, że kiedyś zrezygnowałeś z dyskoteki i zawiozłeś sąsiadce obiad do szpitala. Uznaję to, że broniłeś nauczycielki, kiedy wszyscy oskarżali ją o nieuczciwość. Uznaję to, że nie złamałeś się, kiedy wyśmiali cię, gdy nie chciałeś spróbować narkotyków. To było dla Mnie. Reszta była na twoją chwałę. W swoim duchowym życiu powinniśmy bardzo się starać, by uwolnić się od złudzeń co do swoich pseudowartości, a stanąć w prawdzie. By realnie wiedzieć, co się Panu Bogu we mnie podoba, co ode mnie „kupi”, a co jest tylko kolorową imitacją, podróbką miłości i chrześcijaństwa.
Na świecie od wieków szatan posługuje się kłamstwem, a Bóg przychodzi do nas ze światłem prawdy. Trudnej, wymagającej, ale takiej, która chroni przed śmiercią. Kto uwierzy szatanowi, może się mocno rozczarować, kiedy na Sądzie Ostatecznym Bóg otworzy klaser jego życia.
Aby do tego nie doszło, do swoich modlitw dołącz i takie wezwanie:
Duchu Święty, pokaż mi prawdę we mnie samym. Nawet tę trudną prawdę. I pomóż wierzyć, że Jezus mnie nie chce potępić, ale pragnie prowadzić drogą krzyża do prawdziwej miłości.

środa, 22 września 2010

Po co bierzmowanie ? (14)

Nawrócenie w Duchu Świętym.
Myślę, że nawet najbardziej przeciętny katolik nie miałby kłopotów z odpowiedzią na pytanie: kiedy Apostołowie poszli za Jezusem ? To proste – jedni poszli za Nim wtedy, kiedy zostawili sieci, łódź i ojca, Mateusz poszedł, gdy opuścił swoją komorę celną. Niby to proste, a jednak nie do końca prawdziwe. Owszem, oni wędrowali za Zbawicielem po drogach Palestyny, jednak każdy z nich w swoim sercu pragnął, by było odwrotnie – by to Jezus poszedł za planami, marzeniami, oczekiwaniami swoich uczniów. Powtórzmy więc pytanie: kiedy Apostołowie poszli za Jezusem ? To dokonywało się stopniowo. Kiedy Jezus umarł, zrozumieli, że z ich oczekiwań nie pozostało już nic. Jezus nie będzie wielkim władcą Izraela i pogromcą Rzymian. Potem przyszły jeszcze spotkania ze Zmartwychwstałym i wreszcie dzień zesłania Ducha Świętego. To właśnie był ten moment głębokiej przemiany, oni dopiero teraz nawracają się, teraz są gotowi, by stać się sługami Pana i iść za Nim w dziele zbawienia świata. Pouczająca jest historia uczniów Jezusa. Można dużo mówić o Bogu, często chodzić do kościoła, uchodzić w otoczeniu za głęboko religijnego, a jednak pozostać człowiekiem nienawróconym. Można klękać przed Najświętszym Sakramentem, ale ciągle wpatrywać się w siebie. „Bo JA, Panie Jezu, bo dla MNIE, Panie Jezu, popatrz na MNIE, Panie Jezu, itd”. Bardzo niebezpieczne jest trwanie w takiej iluzji własnej pobożności.
Wyobraź sobie taką sytuację: w domu tak zwanego przeciętnego katolika na czas jakiś zamieszkał święty Paweł, może święty Franciszek albo święta Tereska. Niezwykły gość patrzy, jak cała rodzina pracuje, wypoczywa. Widzi, co domownicy oglądają w telewizji, przysłuchuje się ich codziennym rozmowom. Po kilku dniach stawia tym ludziom pytanie:
- Jakiego wy jesteście wyznania ? 
Oni zapewne odpowiedzieliby zgodnie z najgłębszym przekonaniem:
- Jesteśmy chrześcijanami.
Czy nie uważasz, że święty mógłby być zdumiony taką odpowiedzią ? Może nawet zapytałby jeszcze raz:
- No nie, bez żartów, powiedzcie poważnie – jakiego jesteście wyznania ? Przecież ani razu nie widziałem was, jak się modlicie, w telewizji godzinami oglądacie jakieś brudy, kłócicie się przy lada okazji, a na sąsiadach nie zostawiacie suchej nitki. Z chrześcijaństwem, które ja znam, nie ma to nic wspólnego. Jakiego więc jesteście wyznania ?
To wielkie niebezpieczeństwo – można żyć w iluzji, w zakłamaniu, że jest się nawróconym, że żyje się blisko Jezusa. I tak może być przez lata. To grozi każdemu zadeklarowanemu katolikowi. Grozi nawet, a może szczególnie, świeckim aktywistom kościelnym, księżom i siostrom zakonnym.
W dzień zesłania Ducha Świętego Apostołom do końca otwierają się oczy. Od tej chwili już nie chcą czegokolwiek narzucać Jezusowi, nie mają w sercu swoich koncepcji, ale oddają się zupełnie w służbę Jego dzieła. To chyba jedna z najważniejszych modlitw, która powinna towarzyszyć naszemu przyjmowaniu Ducha Świętego:
Otwórz mi oczy na wszelkie moje zakłamanie, przeniknij mój ludzki spryt, zdemaskuj ukryty fałsz i uczyń mnie Twoim uczniem. Do końca Twoim…

poniedziałek, 26 lipca 2010

Po co bierzmowanie ? (13)

Panie Jezu, na imię mam Piotr...
Przeczytałem kiedyś brzmiącą nieprawdopodobnie historię, która zdarzyła się podobno gdzieś na zachodzie Europy. Na ulicy wielkiego miasta, przed ogromną katedrą, zasiadał co dzień zarośnięty żebrak. Gdy tylko uzbierał wystarczającą kwotę, szedł kupić sobie puszkę piwa, wypijał ją, a potem zaczynał zbierać od nowa. Zainteresowała się nim pewna starsza pani mieszkająca naprzeciwko. Zaintrygowało ją to, że ów biedak i pijaczyna od czasu do czasu wchodzi do kościoła. „A może kradnie tam pieniądze ze skarbonek ?” – pomyślała owa pani i pewnego razu weszła za tym człowiekiem do świątyni. Ku jej zdumieniu, usiadł on sobie w pierwszej ławce, blisko ołtarza, rozłożył beztrosko ręce na oparciu, założył nogę na nogę, przechylił figlarnie głowę i coś tam sobie szeptał. Pani podeszła bliżej i zapytała: - Przepraszam, czy pan się modli ? – E tam się modlę ! – usłyszała w odpowiedzi. – pozapominałem już wszystkie modlitwy. Tak sobie siedzę i mówię: Ty, Jezus, ja mam na imię John. Pamiętaj o mnie... Za jakiś czas żebrak zniknął sprzed kościoła i okazało się, że trafił do szpitala dla bezdomnych, i że jego stan jest praktycznie beznadziejny i pijaczyna dokona żywota najprawdopodobniej najbliższej nocy – tak lekarz powiedział tej starszej pani. Jakie było zdziwienie tej pani, gdy następnego dnia weszła na salę chorych i zobaczyła żebraka przytomnego i... uśmiechniętego!
– Jak to nieomal krzyknęła ?! – Przecież pan miał tej nocy umrzeć ?! A teraz siedzi pan na łóżku ? Uśmiecha się ? Wiem, proszę pani, wiem. Kiepsko ze mną było, ale dziś w nocy tu, przy moim łóżku stanął Jezus ! Ja Go widziałem ! I powiedział do mnie: Ty, John, a ja mam na imię Jezus. Ty też o mnie pamiętaj…
Nie wiem czy historia jest prawdziwa.Ale na pewno prawdziwe jest przesłanie, jakie ona nam niesie. Bóg szuka w naszej modlitwie prostoty serca i nas samych. My niekiedy chcemy zabłysnąć przed Panem Bogiem i w modlitwie wykorzystujemy teksty wielkich ludzi, używamy patetycznych zwrotów. A Jezus czeka na modlitwę w Duchu i w prawdzie.
„Panie Jezu, ja się nazywam Piotr… Bartek… Paulina… Kasia… Wiesz, boję się życia… i tego, że sobie nie poradzę… i tego, że inni są lepsi. Niepokoję się o szczęście w mojej rodzinie, o to czy starczy mi pieniędzy… i czy Tobie się podobam. A czego bym chciał ? Ty wiesz. Panie Jezu, pamiętaj o mnie…”.
A może niekiedy warto spróbować tak pomodlić się – rano czy wieczorem – kiedy tak bardzo nie chce się nam recytować wyuczonego pacierza.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Po co bierzmowanie ? (12)

Jezus moim Panem ?
W młodości często zastanawiałem się nad słowami świętego Pawła, który napisał, że nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: „Panem jest Jezus”. Dlaczego Apostoł Narodów tak twierdził ? Przecież nawet malutkie dziecko, byle tylko umiało mówić, potrafi powiedzieć takie trzy proste słowa. Dlaczego potrzeba tu aż mocy Ducha Świętego ? Wszystko stało się jasne, kiedy zrozumiałem, że człowiek mówi nie tylko ustami. Człowiek mówi swoim strojem, uśmiechem, łzami, mówi swoją obecnością albo nieobecnością w jakimś miejscu. Człowiek mówi swoim zachowaniem niekiedy więcej niż ustami. Człowiek mówi o swojej pobożności tym, jak się modli, jak się odzywa do przyjaciół i nieprzyjaciół. Człowiek mówi całym sobą. I w tym znaczeniu bez pomocy Ducha Świętego nikt z nas swoim codziennym życiem nie powie, że Panem jest Jezus.
Każdy z nas musi postawić sobie pytanie: co mówię całym sobą ? Gdyby ktoś towarzyszył mi w moim codziennym życiu, zamieszkał ze mną na jakiś czas, czy domyśliłby się mojego wyznania ? Czy domyśliłby się, że ja i moja rodzina jesteśmy chrześcijanami? Czy to powiedziałby mu mój sposób pracy, rozmawiania z bliźnimi?
W maju roku 1981, gdy ciało zmarłego prymasa, kardynała Stefana Wyszyńskiego złożone było przed pogrzebem w kościele seminaryjnym w Warszawie, przed świątynią ustawiła się chyba najdłuższa kolejka, jaką widziała stolica. Ludzie stali po dwie, trzy godziny, aby przejść przed trumną i oddać hołd Zmarłemu. Byłem jeszcze klerykiem i pilnowałem porządku przed kościołem. W pewnym momencie zobaczyłem, że gdzieś tam daleko stoi w kolejce starsza kobieta o kulach. Podszedłem do niej szybko i powiedziałem:
- Proszę, niech pani pozwoli ze mną. Ja panią wprowadzę do kościoła bez kolejki. Pani nie musi tu stać, to oczywiste. Wtedy ona popatrzyła na mnie oczami pełnymi pokoju i powiedziała:
- Niech mi ksiądz pozwoli stać w tej kolejce.
Zamurowało mnie. Ta starsza, chora kobieta chciała stać w tej kolejce, chciała cierpieć, choć nikt jej do tego nie zmuszał. Dobrowolnie przyjęty krzyż pragnęła ofiarować w intencji Zmarłego.
Nie musiałem jej pytać czy jest katoliczką, czy nosi na szyi łańcuszek z krzyżykiem lub wizerunkiem Matki Boskiej. Nie musiałem pytać, czy jest wierząca, bo jej konkretna ofiara mówiła o tym najdobitniej – Panem tej kobiety był Jezus, ukrzyżowany Jezus, który swoje cierpienie ofiarował za wszystkich ludzi. Ona mówiła o tym swoją postawą. Bez pomocy Ducha Świętego nie jest to możliwe.

poniedziałek, 15 marca 2010

Po co bierzmowanie ? (11)

Słyszeć czy usłyszeć ?
To było następnego dnia po pamiętnej mszy, którą Ojciec Święty odprawił góralom  i całej Polsce w Zakopanem, pod Krokwią. I właśnie następnego dnia po tamtym wydarzeniu spotkałem przy kościele akademickim świętej Anny Jarka – studenta medycyny. Dawno nie widziałem człowieka, który jednocześnie wyglądał żałośnie i wspaniale.
- Moje zmęczenie to robota pociągu osobowego relacji Zakopane – Warszawa, wyjaśnił Jarek. Zatłoczenie było dwustuprocentowe !
- No dobrze, ale z czego ty się tak cieszysz ?
- No właśnie – przeszedł do rzeczy Jarek. Oglądał ksiądz wczoraj papieża w telewizji ?
- Oglądałem.
- I słyszał ksiądz, co papież powiedział ? – pytał mnie w tempie szybkostrzelnego karabinu.
- No... słyszałem
- Ale to najważniejsze słyszał ksiądz ?
- Najważniejsze ? Najwżniejsze ?
- Proszę księdza, papież powiedział...W GÓRĘ SERCA !!!
Zamurowało mnie zupełnie. Spodziewałem się czegoś zdecydowanie bardziej sensacyjnego.
- To ty nigdy nie słyszałeś tych słów – zapytałem ?
- No... słyszałem, jasne, że słyszałem. Na każdej mszy św.. Ale teraz, jakby to powiedzieć, naprawdę do mnie dotarły.
Ta rozmowa dała mi wiele do myślenia. A poruszony w niej problem odnosi się do Osoby Ducha Świętego. Wszyscy pamiętamy dziwne wydarzenie związane z zesłaniem Pocieszyciela. Dzieje Apostolskie mówią o tym tak:
Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. «Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami?» - mówili pełni zdumienia i podziwu.  «Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? - Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji,  Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie - słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże».  Zdumiewali się wszyscy i nie wiedzieli, co myśleć: «Co ma znaczyć?» - mówili jeden do drugiego.
Usłyszeć Ewangelię w swoim języku. To jest problem ! W naszych kościołach zapewne nie mamy kłopotów ze zrozumieniem języka polskiego. Ale usłyszeć Ewangelię głoszoną w języku swojego życia – to nie zdarza się powszednie. Niewielu tak naprawdę doświadcza tego, że ich szkolne problemy i treści niedzielnych czytań to jeden świat ! Nie każdy z tych, którzy są w kościele, rozumie, że jego dramaty rodzinne – agresja w domu, alkoholizm, rozwód – mają swoje wyjaśnienie w Biblii, która może nieotwierana od lat stoi na półce z książkami. Owszem, wszystko jest po polsku, ale to nie jest język mojego życia. Kiedy Duch Święty zstąpił na Apostołów, Dobra Nowina została głoszona w językach dla wszystkich ludzi zrozumiałych. Bo Duch Święty jest największym tłumaczem wszech czasów. To On może nam przetłumaczyć Bożą mowę, Boże słowo na nasz język, na język naszego świata.

poniedziałek, 8 marca 2010

Po co bierzmowanie ? (10)

Spojrzeć Jezusowi w oczy
W swoim poprzednim rozważaniu postawiłem pytanie: czy widzisz Jezusa ? Czy widzisz Go wśród księży, nabożeństw, kościołów, obrazó, religijnych książek. Jeśli nie, to twoja religijność będzie taka na siłę, taka sztuczna.
Ale Jezusa nie wystarczy tylko widzieć oczami wiary. Nie wystarczy na Niego popatrzeć. Ale – i to jest bardzo ważne – trzeba spojrzeć Mu w oczy. Bo patrzeć komuś w oczy, to zaglądać w jego wnętrze i pozwalać zajrzeć w swoje. Obcemu człowiekowi na to nie pozwalamy. Pamietamy chyba wszyscy, jak w dzieciństwie mama, pytając nas, nakazywała często: „Patrz mi się w oczy. Byłeś dzisiaj na wagarach ? Odpowiadaj, ale patrz mi w oczy !” Bo oczy mówią prawdę o tym, co człowiek ma w sercu.
Przy okazji podzielę się pewną refleksją. Od lat dziwi mnie to bardzo, że kiedy narzeczeni składają sobie przysięgę małżeńską, często nie patrzą sobie w oczy. Stoją naprzeciwko siebie, wypowiadają takie ważne słowa i patrzą w ziemię, gdzieś na ręce związane stułą.
Ludzie pytają niekiedy: co to jest modlitwa ? Otóż w istocie jest to spojrzenie Jezusowi w oczy. Chodzi mi, oczywiście, o duchowe spojrzenie. Bo można do Jezusa mówić wiele słów i nigdy nie patrzeć Mu w oczy. Nie chcemy Mu pokazać swojego serca. Wiemy, że nie wszystko jest w nim piękne i czyste. I dlatego prosimy o dar Ducha Świętego. To On niejako stwarza nas na nowo, czyni pięknymi duchowo. I zawsze będziemy mogli z ufnością spojrzeć Jezusowi w oczy i powiedzieć: jestem Twoim dzieckiem. Może słabym, może uwikłanym w różne sprawy, ale Twoim dzieckiem. I wiem, Chryste, że Ty mnie nigdy nie opuścisz.

wtorek, 16 lutego 2010

Po co bierzmowanie ? (9)

Panie, abym przejrzał...
Zawsze, kiedy czytałem Nowy Testament, niepokoiły mnie teksty dotyczące widzenia i słyszenia. Jezus mówił do Żydów wprost: macie oczy, ale nie widzicie, macie uszy, ale nie słyszycie. Jak to wygląda w praktyce, można dostrzec w historii uczniów idących do Emaus. Cały dzień wędrowali z Jezusem i Go nie rozpoznali. A poza tym uświadomili sobie, że słuchając całymi miesiącami nauk Jezusa, zachwycając się nimi, w istocie niewiele z nich zrozumieli.
Te słowa Jezusa, to pouczające wydarzenie, powinny zmobilizować nas do postawienia sobie pytań: a może ja też nie widzę Jezusa ? Może On przechodzi tuż obok, a ja Go zupełnie nie rozpoznaję ? Dlaczego siostry klauzurowe zamykają się na całe życie za kratą, modlą się niekiedy całymi nocami, a ja mam kłopoty z kilkuminutowym pacierzem ? A może one kogoś widzą, kogo ja nie dostrzegam ? A może chodziłem całe lata na katechezę i nic nie zrozumiałem ? A może nie umiem patrzeć dalej ? Widzę księdza, kościół, Pismo Święte, święty obraz, słucham wielu pobożnych słów, ale samego Jezusa w tym wszystkim nie widzę. Może dlatego wszystko w mej religijności idzie tak na siłę, z musu. Apostołowie przez trzy lata oglądali Jezusa, ale Go nie widzieli i nie słyszeli. Widzieli swoje plany, jakie wiązali z osobą Mesjasza. Słyszeli przede wszystkim wewnętrzny głos swoich pragnień: jak Jezus zasiądzie na tronie – ależ my przy Nim karierę zrobimy ! A potem nastąpił szok Golgoty. Zdumienie Emaus. Szokująca radość spotkań z Jezusem zmartwychwstałym. Aż wreszcie dzień zesłania Ducha Świętego, kiedy to oczy otworzyły sie im do końca. Każdy z nas przechodzi podobną drogę. Uczymy się przed pierwszą komunią biblijnych historii, kochamy naszą siostrę czy panią katechetkę i mamy same piątki z religii. A potem pojawia się tyle pytań, grzech staje się taki atrakcyjny i już ta Bozia nie taka pociągająca. Może to właśnie znak, że nadszedł czas na zesłanie Ducha Świętego ? Może to znak, że bierzmowanie jest właśnie teraz tak bardzo potrzebne ? Że czas otworzyć oczy ?

poniedziałek, 8 lutego 2010

Po co bierzmowanie ? (8)

Dar mądrości, czyli babcia i skin
W dzisiejszym świecie powszechną stała się opinia, że prawdziwą siłą, którą można pokonać drugiego człowieka, są pieniądze, znajomości, układy albo po prostu siła pięści. Niestety, w dużym stopniu jest to prawda.
Czy rzeczywiście prawdziwa mądrość straciła swą wartość, przestała być siłą ? Choć sukcesy zła są niekiedy tak spektakularne, to nie wolno nam zapomnieć, że Bóg nieodwracalnie zwyciężył zło. On jest obrońcą wszystkich, którzy Mu ufają. Bogu jednak nie zależy na rozgłosie, On nie manifestuje na pokaz swojej siły. Jest obrońcą cichym, ale skutecznym, zaś swoim owieczkom jako tarczą daje dar mądrości.
Pewnego dnia do miejskiego autobusu wsiadła grupa agresywnych młodzieńców. Jeden z nich rozejrzał się po autobusie, w którym wszystkie miejsca siedzące były zajęte, głównie przez starszych ludzi i powiedział zaczepnie:
- Szkoda, że nie ma takiego proszku, że jakby tak sypnąć trochę, to by te staruchy poumierały i byłoby gdzie usiąść.
Wszyscy milczeli, bojąc się, że ta zaczepka to wstęp do jakiejś większej awantury. I wtedy właśnie rozległ się głos przygarbionej staruszki w nieco śmiesznym kapelusiku z minionej epoki. Patrząc prosto w oczy pomysłowemu młodzieńcowi, powiedziała spokojnie:
- Nie martw się młody człowieku. Jak ty będziesz stary, to na pewno już taki proszek wymyślą.
Cały autobus wybuchnął śmiechem. On zaś, nie kryjąc swojej wściekłości, krzyknął tylko: „Wysiadamy, panowie !”, i gdy kierowca otworzył drzwi, wyskoczył z niego pierwszy.
Psalm 44 mówi: Nie zaufałem mojemu łukowi ani mój miecz mnie nie ocalił; lecz Ty nas wybawiłeś od wrogów i zawstydziłeś tych, co nas nienawidzą.
Nie raz przyjdzie się nam w życiu bronić, uciekać z zastawionej na nas pułapki. To właśnie Duch Święty obdarowuje nas w sakramencie bierzmowania mądrością, której świat nigdy nie pokona. Wystarczy popatrzeć na świętych. Dzieje Apostolskie mówią, że kiedy najwięksi mędrcy Izraela pozwali przed sąd Szczepana, to nie mogli sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał. Może to, że tyle osób wokół nas gubi się w życiu, daje się nabrać oszustom, wpada w duchowe pułapki, bierze się stąd, że nie pielęgnują w sobie Bożego daru mądrości, jaki daje sakrament bierzmowania. On jest bowiem naszą potężną tarczą w walce ze złem, w walce o piękne, sensowne, Boże życie.

sobota, 6 lutego 2010

Po co bierzmowanie ? (7)

Zaproszenie do domu...
Przygotowując się do bierzmowania , pytasz może samego siebie: jeśli biskup namaści moje czoło olejem, to rzeczywiście coś się we mnie stanie, coś się zmieni ?
Bierzmowanie to nie jest magia, biskup niczego w tobie nie zaczaruje. Ale Duch Święty, jeśli napotka w tobie twoje pragnienie Boga i żywą wiarę, może dokonać wielkich rzeczy. Będziesz doświadczał, że jest Ktoś, kto prowadzi twoją myśl, wspomaga działanie, kto cie prowadzi przez życie. Dlatego potrzeba twojego wysiłku i twojej modlitwy, gdy będziesz przyjmował sakrament bierzmowania.
Jak już o tym wspomniałem, w sakramencie bierzmowania otrzymujemy źródło, lecz dla wielu jest to źródło od początku zamknięte. Dzieje się tak wtedy, gdy sakrament nie napotyka w sercu człowieka żadnej wiary, modlitwy i pragnienia Boga.
Chciałbym jeszcze wspomnieć o najsłynniejszej chyba ikonie na świecie, a widnieje na niej Trójca Święta, namalowana przez Andrzeja Rublowa. Twórca przedstawiał na ikonie Osoby Boskie pod postaciami trzech aniołów siedzących przy stole. Stół, przy którym siedzą aniołowie, ma cztery krawędzie. Jedna z nich pozostaje wolna. Czyżby więc autor nie dokończył swojego dzieła ? Nie – to miejsce czeka na ciebie. Bóg zaprasza cię do swojego domu, gdzie panuje miłość, pokój i dobro. Po to właśnie posyła Ducha Świętego, by On wprowadził cię w tajemnicę Boskiego życia. Zaprowadził do tego stołu. Stwórca poprzez Ducha Świętego zaprasza cię do rozmowy miłości, która od wieków trwa w Nim samym.

sobota, 30 stycznia 2010

Po co bierzmowanie ? (6)

Dawać świadectwo.
Na spotkaniu z młodzieżą całego świata w Częstochowie w sierpniu 1991 r. Ojciec Święty powiedział: „Drodzy młodzi przyjaciele ! Macie być świadkami wiernymi i odważnymi tych wielkich rzeczy, które uczynił wam Bóg w waszych środowiskach, wśród rówieśników, we wszystkich okolicznościach życia.”.
Przypomniały mi się te słowa, gdy słuchałem historii, jaką opowiadał mi pewien ksiądz. Podczas spotkania z grupą młodzieży ktoś podjął temat czystości przedślubnej. Młodzież zaczęła atakować księdza, że to nie do zrealizowania, że to anachronizm, że już nikt się do tego nakazu nie stosuje. Ksiądz wysuwał argumenty za, mówił, że sam zna wielu ludzi, którzy walczą o czystość w narzeczeństwie. Młodzi jednak nie dawali za wygraną: - Proszę księdza, oni tylko tak mówią, bo boją się księdzu przyznać, że współżyją. Dziś nie ma już takich, którzy by czekali na noc poślubną. I kiedy księdzu zaczęło brakować argumentów, z końca Sali odezwał się głos: - Są jeszcze tacy ! Wszyscy odwrócili się i zobaczyli chłopaka i dziewczynę stojących obok siebie, trzymających się za ręce. Ksiądz ich znał, - byli jego parafianami.
Dziękuję wam, bardzo mi pomogliście – mówił do nich później.
- Proszę księdza, sami nie wiemy, jak to się stało – wyznali skromnie. – Może to, że byliśmy razem, dodało nam odwagi.
To bardzo ważne – razem modlić się do Ducha Świętego. Bo gdzie są dwaj, albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich –mówi Chrystus. Tam jest Duch Chrystusa. W modlitwie o Ducha Świętego bardzo ważna jest wspólnota. Natchniony autor, opisując wieczernik, w którym Apostołowie wraz z Maryją trwali na modlitwie, używa jednego charakterystycznego słowa: zgromadzeni modlili się jednomyślnie. Nie wystarczy modlić się w grupie – trzeba modlić się jednomyślnie, w tej samej intencji.
Druga ważna cecha modlitwy do Ducha Świętego, to bezwarunkowość. Nie stawiajmy Mu żadnych warunków, nie mówmy: Zstąp, ale... Trzeba zdobyć się na odwagę i prosić:
Zstąp Duchu Święty i czyń w moim życiu, co chcesz. Uczyń mnie prawdziwym sługą mego Pana, Jezusa Chrystusa.
Ważne jest i to, by modlitwa płynęła prosto z twojego serca, by była taka, jaki jesteś ty. Jesteś wesoły – niech twoja modlitwa będzie radosna. Przeżywasz kłopoty – niech twój smutek będzie w twojej modlitwie. Twoja modlitwa nie musi być językowym dziełem sztuki i lśnić elegancją stylu. Spróbuj porozmawiać z Bogiem swoim językiem. Może Bogu powie więcej o tobie łza płynąca po twarzy, napisany przez ciebie wiersz, zaśpiewana piosenka... Może Bóg już od lat czeka na takie nieoficjalne spotkanie z tobą !

sobota, 16 stycznia 2010

Po co bierzmowanie ? (5)

Przezwyciężyć strach... 
Czasami, gdy odprawiam mszę świętą, w której uczestniczy tylko młodzież i na początku pozdrawiam zebranych słowami: „Pan z wami”, to nierzadko odpowiada mi zupełna cisza. Ci młodzi wiedzą, że na to kapłańskie pozdrowienie odpowiada się: „I z duchem twoim”. Milczą jednak, ponieważ w obecności kolegów i koleżanek wstydzą się głośno odpowiedzieć księdzu. Zły duch sprytnie powstrzymuje wielu porządnych ludzi przed chwaleniem Boga. Robi to za pomocą prostego, ale iście magicznego słowa „obciach”. Obciach przeżegnać się przed posiłkiem, obciach śpiewać pieśni w kościele, obciach odmawiać różaniec.
Na pewno nie raz spotkałeś się ze zwrotem: oddać się w czyjeś ręce. Kto tak czyni, traci kontrolę nad sobą, pozwala, by działo się z nim coś, na co nie ma już wpływu, czego nie kontroluje. Także i my jesteśmy wezwani do tego, by dobrowolnie oddać się w ręce dobrego Boga, aby On postępował z nami według swoich zamysłów. W naszych modlitwach czy pieśniach nierzadko pojawiają się wezwania: „weź mnie Boże", „uczyń ze mną, co chcesz", „wszystko Tobie oddać pragnę”, itp... Łatwo powiedzieć: oddaję się w czyjeś władanie, ale kiedy Bóg zaczyna wprowadzać swój scenariusz w nasze życie, zaskakuje nas to i często zaczynamy się buntować. Zapewne wiele osób pragnęłoby rozpalić swoją pobożność mocą Ducha Świętego. Ale nie mogą uwolnić się od tego nieszczęsnego pytanie: co ludzie o mnie powiedzą ? jak ja będę z tą moją religijnością wyglądał w oczach innych ? I może modląc się do Ducha Świętego, gdzieś w podświadomości dodają: „Duchu, prowadź mnie, ale tak, by nikt się ze mnie nie śmiał. Bym uchodził w otoczeniu za człowieka dalekiego od wszelkiej dewocji, wierzącego, ale religijnie powściągliwego, bo wszelka przesada religijna jest w moim otoczeniu przyjmowana z politowaniem”. Zapinamy jeden pas bezpieczeństwa, drugi, łapiemy się kurczowo jednej poręczy, drugiej i tak zabezpieczeni wołamy: a teraz, Boże, zrób ze mną co chcesz ! Tak się jednak nie da. Gdy Duch Święty zstąpił na Apostołów w dzień Pięćdziesiątnicy, wielu ludzi postrzegało ich jako pijanych. Pan Bóg nie patrząc, co powiedzą o Apostołach inni, porwał ich płomieniem swojej miłości. I ty musisz się liczyć z tym, że przyjmując Ducha Świętego, wedle ludzkiej miary być może stracisz, dla niektórych staniesz się śmieszny, a nawet będziesz narażony na męczeństwo. Nie chodzi mi wprawdzie o męczeństwo krwi, ale – jak pisał Herbert – spotka cię chłosta śmiechu. To grozi ci dziś tu, w tym kraju, wśród tych ludzi. Tu też każdego dnia trwa prześladowanie chrześcijan. Prześladowanie ironią i szyderstwem. Wielu tych prześladowań nie wytrzymuje,