poniedziałek, 27 lutego 2012

Przypowieść o Bożym miłosierdziu (Łk 15,11-32)

„Jezus powiedział: «Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: "Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada". Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem". Lecz ojciec rzekł do swoich sług: "Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić.
Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: "Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego". Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: "Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę". Lecz on mu odpowiedział: "Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się"».”
KOMENTARZ
Przeżywamy Wielki Post, więc wejdźmy w głębię tego tekstu, w głębię bezwarunkowej miłości Boga... Jezus opowiada nam tutaj o miłosierdziu Bożym nie tylko słowami, ale praktyką. Nie stwarza barier, które dzielą i oddzielają, ale stwierdza, że miłość Boga jest dla wszystkich. Jezus to miłosierdzie Boga, które stało się osobą. Swoim codziennym życiem ukazał nam definitywne i ostateczne oblicze Boga. Jezus mówi to, czym żyje, a co usłyszał od swojego Ojca.. Codzienna postawa Jezusa, to, że jest przyjacielem celników i grzeszników, że zbliża się do prostytutek i ludzi z marginesu i opowiada im o Bożym miłosierdziu, to jest rzeczywiście Ewangelia w działaniu, to jest Ewangelia przeżywana, to jest opowiadanie o miłosierdziu Ojca. I tu Jezus opowiada przypowieść o miłosiernym Ojcu – nie chodzi o przypowieść o synu marnotrawnym. W rzeczywistości ten tekst stawia nas wobec dwóch synów i żaden z nich nie jest przykładnym synem. Tylko jeden syn jest godny naśladowania – to jest Chrystus, który opowiada nam o miłosierdziu Boga. Młodszy syn, to ten, który przeżywa grzech, jako oddalenie, nie znosi miłości ojca i odchodzi z domu. Drugi jest zawsze w domu, ale nie wchodzi w miłość ojca, nie żyje jak syn, ale jak niewolnik – w ciągłych wyrzutach, w pretensjach. W centrum nie znajduje się więc żaden z synów, ale ojciec. To postać ojca odsyła nas do postaci samego Boga. Młodszy syn prosi o spadek, majątek i w ten sposób symbolicznie umieszcza ojca wśród zmarłych. A jednak to, co widzimy w przypowieści, to po pierwsze: ojciec nie przeciwstawia się wyborowi syna, nie ostrzega go przed niebezpieczeństwami, jakie może napotkać i wydaje się, że ojciec przyjmuje postawę gorsząca. Dlaczego nie zabrania mu czynienia zła ? Dlaczego nie chce go chronić przed czekającą go nędzą ? Właśnie dlatego, że Bóg pozostawia człowiekowi wolność. Bóg stworzyciel wystawia się na wolność człowieka i człowiek może Mu powiedzieć: „nie”. Ale także w tym „nie”, w tym oddaleniu, w którym żyje człowiek, Bóg nadal kocha go wiernie, kocha go miłością bezwarunkową. Kiedy młodszy syn wróci do domu, co zrobi ? I to wydaje mi się duchowym szczytem tej przypowieści. Syn, który wraca do domu będzie zdumiony i uderzony przez wierną, bezwarunkową miłość ojca, który nigdy nie przestał go kochać, nawet wtedy, kiedy on odszedł. Gdy wraca do domu, ojciec widzi go z daleka i wychodzi mu na spotkanie, przebiega ten odcinek drogi, który dzieli go od syna. Nie wymaga od niego żadnego żalu, żadnego rachunku. I to nam się znów wydaje skandaliczne. Najpierw w swojej bezsilności ojciec o nic go nie prosił, a teraz ani nie czyni mu wyrzutów, ani nie stawia warunków, aby przyjąć go z powrotem do domu. W tym punkcie młodszy syn , czyli ten, który wrócił do domu będzie mógł nadać imię przebaczenia temu, czym jest wierna, bezwarunkowa miłość ojca. Będzie mógł zrozumieć, że to, co on uczynił nie było tylko złamaniem pewnych przepisów, ale było zranieniem relacji miłości, jaką ojciec wciąż utrzymywał żywą jednostronnie. I dopiero w tym momencie syn, który wrócił do domu będzie mógł zrozumieć co zrobił i będzie mógł nadać imię przebaczenia tej wiernej miłości. I od tego przebaczenia będzie się mogła zacząć jego droga skruchy. Przebaczenie stoi tu u podstaw skruchy i poprzedza żal -  nie na odwrót. To właśnie ta miłość absolutnie wierna i przekraczająca możliwości rozumienia przez syna, którą ojciec odczyta jako przebaczenie, czyli jako dar nadmierny, nadzwyczajny, dar przeobfity, dzięki któremu będzie mógł wejść na prawdziwą drogę żalu i nawrócenia. My też tam jesteśmy, my już otrzymaliśmy przebaczenie w Jezusie Chrystusie. Przebaczenie już jest dane, ponieważ – i mówi to Paweł w liście do Rzymian 5,8 – „Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami”. Przebaczenie już tu jest, jest dane w śmierci Chrystusa, stąd może się zrodzić nasz żal i nasze nawrócenie. I analogicznie wobec drugiego syna ojciec ma ten sam sposób zachowania. Ten drugi syn, który pozostał na polu, aby pracować, kiedy słyszy muzykę świętowania i wraca do domu, zostaje poinformowany przez sługi, że wrócił jego brat, ale on nie chce wejść nawet do domu. Widzicie, pierwszy syn odszedł, a drugi, który teraz jest na zewnątrz nie chce wejść. Także w tym przypadku ojciec musi wyjść i iść mu na spotkanie, nawet prosi go, żeby wszedł. Piękny obraz Boga, który prosi, niemal błaga człowieka. Prosi i błaga, aby przyjął dar, aby cieszył się, że umarły syn powrócił do życia. A ten syn, to był jego brat. Wracamy do tekstu, w wersecie 32 zawiera pewną wymówkę, nawet niezbyt ukrytą wobec starszego brata. Ten powiedział wcześniej ojcu: „ten twój syn, który roztrwonił dobra z prostytutkami, teraz, kiedy wrócił, ty zrobiłeś dla niego przyjęcie. Ojciec odpiera atak, mówiąc: było trzeba zrobić tę ucztę, bo ten twój brat umarł, a powrócił do życia. To zachęta do odnalezienia braterstwa. Ale to braterstwo można odnaleźć, wchodząc w znajomość serca ojca. Obaj ci bracia są wezwani na drogę nawrócenia z różnych form grzechu, są wezwani do nawrócenia swojego serca, kontemplując bezwarunkową miłość ojca wobec nich. I jeszcze jedno. Nasz tekst zaczyna się od czegoś dziwnego. Mówi o człowieku, który miał dwóch synów, a nic się nie mówi o matce. Dlaczego ? Tego nie wiemy… Ale ten tekst stawia nas wobec pewnego braku, nieobecności, może zranienia. Także ten element przemawia do naszego życia, bo nasze życie zna także zranienia i braki. Nasze historie, nasze biografie są naznaczone pewnymi brakami, pewnymi pustkami, które zostawiają swoje ślady w czasie. Jest to więc historia bardzo realistyczna, która zaczyna się jak bajka: był taki człowiek, który miał dwóch synów…, ale w sumie mówi o rzeczywistości naszej historii. I mówi się, że każda historia, także nasza jest naznaczona cierpieniem, bólem. W tej historii młodszy z synów decyduje się odejść z ojcowskiego domu. Dlaczego ? Może jest to duchowe pouczenie także dla nas. Trudno uznać dar ojca. Trudno ten dar rozpoznać, kiedy jest on tutaj. Może i my stawiamy wiele oporów miłości. Często mówimy, że czujemy potrzebę, pragnienie bycia kochanym, ale czasem w praktyce zdarza się nam, że trudno przychodzi nam pozwolić się kochać. Z trudem potrafimy uznać dar, jako dar. Ale ojciec nie przeciwstawia się tej śmiertelnej decyzji syna, oddaje się jego wolności, pozwala mu iść swoją drogą, ale wciąż go kochając. Kiedy młodszy syn powróci ? Kiedy zda sobie sprawę z tego, że uczynił źle, że wyrządził zło samemu sobie. Często to samo zdarza się nam: zdajemy sobie sprawę, że uczyniliśmy zło, jakiś grzech, bo w rzeczywistości wyrządziliśmy zło samym sobie. Często sytuacje nędzy, w których się znajdujemy, mają tę siłę, że przywołują nas do rzeczywistości, pozwalają nam wejść w samych siebie. Często także my nie jesteśmy zdolni do posłuszeństwa, potrzebujemy lekcji od życia, czasem też bolesnych ciosów od życia, aby wejść w posłuszeństwo i zrozumieć wartość daru bożego. Pomyślcie, często w naszym życiu, to kryzysy, momenty krzyżowe, decydujące, najczęściej doprowadzają nas do rzeczywistości Bożej i naszej. Czasem kryzysy są naszymi wielkimi nauczycielami. Ale ten młody człowiek wtedy, gdy żyje w sytuacji nieczystości, niegodności i decyduje się wrócić do domu, nie czyni tego w oparciu o prawdziwe nawrócenie, ale dokonuje swoich obliczeń, rachunków, zresztą bardzo realistycznych. I mówi, że także słudzy w domu jego ojca mają się lepiej niż on. I wtedy przygotowuje sobie mowę, jaką wygłosi ojcu i mówi: pójdę do mojego ojca, powiem mu, że zgrzeszyłem, traktuj mnie jak któregoś ze sług. Ale widzicie, że także w tym przypadku on woli być traktowany jako jeden ze sług, aniżeli wejść w synostwo, aniżeli zaakceptować miłość ojca. Nawrócenie może nastąpić później, kiedy ojciec widząc, że on nadchodzi wybiega mu naprzeciw, rzuca mu się na szyję, ubiera go w najpiękniejsze szaty i decyduje przygotować ucztę, ucztę, na którą zabija się tłuste cielę. Czy to przypadek, że w sercu wiary chrześcijańskiej jest ten bankiet, uczta przygotowana przez Boga dla nas, a jest nią Eucharystia ? A co w niej celebrujemy, jeśli nie dar Boga, za który nie potrafimy się odwdzięczyć. My nic nie możemy dać Bogu w zamian za zbawienie w Jego Synu – Jezusie Chrystusie. Możemy tylko przyjąć postawę wdzięczności i dziękczynienia. Teolog Józef Ratzinger, zanim został obecnym papieżem, w jednym ze swoich tekstów teologicznych, mówił tymi słowami o Eucharystii: „Eucharystia nie jest czymś, gdzie my dajemy Bogu coś naszego, ale ofiara eucharystyczna polega na tym, aby dać się zalać darowi bożemu. Pozwolić, aby dar, aby miłosierdzie Boga zakrólowały nad nami. Oto ofiara eucharystyczna. I oto ogłasza się ucztę, jako celebrację radości, bo tutaj jest wydarzenie paschalne. Ten młodzieniec umarł, a powrócił do życia. Jednak w tej uczcie radości drugi brat nie chce uczestniczyć, bo jest ciągle ogarnięty przez zazdrość, przez pretensje i mówi swojemu ojcu: „ty nigdy mi nie dałeś nawet koźlęcia, abym mógł świętować z moimi przyjaciółmi”. Ale ojciec mu odpowiada: „wszystko, co jest moje, jest twoje”, czyli spróbuj zrozumieć, że nawet nie musisz prosić. Wejdź w tę poufałość, zaakceptuj miłość, zaakceptuj dar, bo to, co jest moje, jest twoje. Podkreślam, że w tym tekście jest bardzo interesująca gra pomiędzy dwoma braćmi na temat dawania. Młodszy brat jest poruszany przez pretensje: daj mi część dziedzictwa, które mi się należy. Domaga się tego, co powinien przyjąć jako dar. A co mówi drugi syn ? Nigdy mi nie dałeś… Też ma pretensje, jest rozgoryczony, czyli też nie rozumie, że powinien przyjść po dary. Więc, zatrzymajmy się na tym, że ci dwaj synowie, którzy może – ale każdemu z was zostawiam zadanie rozeznania samych siebie – może razem mieszkają w nas. Ci dwaj synowie mówią nam, że jest trudno zaakceptować miłość Boga. Nie zawsze łatwo przychodzi nam przyjęcie daru Boga, a przecież to jest serce naszej wiary. Nie chodzi o robienie nie wiadomo jakich rzeczy, ale o akceptację tej skandalicznej miłości ojca. Skandalicznej, ponieważ objawiła się w sposób totalny i pełny w śmierci na krzyżu Syna – Jezusa Chrystusa. Jest też to przypowieść mówiąca o doświadczeniu miłosierdzia w Kościele. Mówi też o tym, że Kościół jest powołany, by świadczyć i doświadczać miłosierdzia Ojca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz