poniedziałek, 26 października 2009
poniedziałek, 19 października 2009
Katechizm, część 3
A teraz odpowiedz na następujące pytania:
1. Co to jest sakrament?
2. Jakie znasz sakramenty?
3. Kto może przyjmować Komunię Świętą?
4. Czym jest Kościół jako ludzie wierzący w Boga?
Co wiedzieć warto ?
PIĘĆ PRZYKAZAŃ KOŚCIELNYCH
1. W niedziele i święta nakazane we Mszy św. nabożnie uczestniczyć
i powstrzymać się od prac niekoniecznych
2. Przynajmniej raz w roku spowiadać się
3. Przynajmniej raz w roku, w czasie wielkanocnym, Komunię św. przyjąć
4. Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od mięsa i w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach
5. Troszczyć się o dobro wspólnoty Kościoła.
DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ BOŻYCH
1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.
2. Nie będziesz brał Imienia Pana Boga swego nadaremnie.
3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
4. Czcij ojca swego i matkę swoją.
5. Nie zabijaj.
6. Nie cudzołóż.
7. Nie kradnij.
8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.
10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.
GŁÓWNE PRAWDY WIARY
1. Jest jeden Bóg.
2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
3. Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty.
4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.
5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna.
6. Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna.
1. W niedziele i święta nakazane we Mszy św. nabożnie uczestniczyć
i powstrzymać się od prac niekoniecznych
2. Przynajmniej raz w roku spowiadać się
3. Przynajmniej raz w roku, w czasie wielkanocnym, Komunię św. przyjąć
4. Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od mięsa i w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach
5. Troszczyć się o dobro wspólnoty Kościoła.
DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ BOŻYCH
1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.
2. Nie będziesz brał Imienia Pana Boga swego nadaremnie.
3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
4. Czcij ojca swego i matkę swoją.
5. Nie zabijaj.
6. Nie cudzołóż.
7. Nie kradnij.
8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.
10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.
GŁÓWNE PRAWDY WIARY
1. Jest jeden Bóg.
2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
3. Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty.
4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.
5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna.
6. Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna.
Etykiety:
prawdy katechizmowe
środa, 14 października 2009
Dobry dzień do zabijania - Cassie Bernall
Dwudziestego kwietnia 1999, godz. 7.20. Zaspana Cassie schyliła się, by ubrać swe ulubione welurowe martensy. Szybko zbiegła ze schodów. Szkoła była tuż obok, ale do rozpoczęcia lekcji zostało niewiele czasu. Ziewnęła. W nocy długo ślęczała nad książkami.
- Pa, Cassie. Kocham cię! - krzyknęła na pożegnanie matka.
- Ja też cię kocham, mamo - wymamrotała dziewczyna.
Cztery godziny później…
Rozkrzyczany kolorowy tłum wybiegł na korytarz. W szkole średniej w Littleton w stanie Kolorado rozpoczęła się przerwa obiadowa. Nagle do budynku wkroczyli dwaj osiemnastoletni uczniowie: Eric Harris i Dylan Klebold. Mieli czarne płaszcze i narciarskie gogle. - Dobry dzień, żeby umrzeć! - rzucił jeden z nich. To jakiś wygłup? - dziwili się ich kumple, ale gdy jeden z chłopaków wyjął spod płaszcza karabin i zaczął strzelać, wszyscy zamarli.
Wybuchła panika. - Wszyscy zginiecie! - darli się szaleńcy i rozpoczęli polowanie. Szukali wzrokiem przedstawicieli mniejszości narodowych i chrześcijan. Strzelali do nich jak do kaczek.
Po każdym strzale ryczeli z radości.
Kilka minut wcześniej Cassie Bernall z plecaczkiem na ramieniu weszła do szkolnej biblioteki. Chciała w ciszy przeczytać fragment „Makbeta”. Nagle do sali wbiegła nauczycielka, krzycząc, że w holu są ludzie z pistoletami. Ktoś rzucił: „Spokojnie, to tylko jakieś wygłupy”, ale gdy do biblioteki wbiegł chłopak z zakrwawionym ramieniem, wszyscy rzucili się pod stoły. - Strasznie się trzęsłam - opowiada młodziutka Crystal. - Moja koleżanka skuliła się pod stolikiem i złapała mnie za nogi. Do biblioteki weszli Eryk i Dylan. Strzelali i powtarzali: „Całe życie czekaliśmy, żeby to zrobić”. Po każdym strzale krzyczeli z radości. - Nie mogłem niczego widzieć, kiedy ci faceci podeszli do Cassie, ale rozpoznałem jej głos - dopowiada łamiącym się głosem Josh. - Słyszałem wszystko, jak gdyby działo się to tuż obok. Jeden z nich zapytał ją, czy wierzy w Boga. Przez chwilę milczała, jakby nie wiedziała, co im odpowiedzieć, a potem powiedziała, że tak. Musiała być przerażona, ale głos jej nie drżał. Brzmiał mocno. Potem zapytał, dlaczego wierzy, ale nie dali jej odpowiedzieć. Rozległ się strzał...
Cassie z przestrzeloną głową osunęła się na podłogę. Gdy upadała, na przegubie dłoni zakołysała się bransoletka z wygrawerowanym napisem WWJD. To pierwsze litery słów: What would Jesus do - Co zrobiłby Jezus?. Od dwóch lat zadawała sobie to pytanie. Misty Bernall, matka dziewczyny, jak obłąkana krążyła wśród histeryzującego tłumu rodziców. Telewizja od kilkunastu minut nadawała tylko jedną informację: szaleńcy strzelają do swoich kolegów.
Kobieta przeczuwała najgorsze.
- Nieobecność dziecka była udręką niemal nie do wytrzymania. Miałam ze sobą poduszkę Cassie, którą zabrałam z jej łóżka. Gdy zaczęły mi płynąć łzy, objęłam tę poduszkę ramionami, wtuliłam w nią twarz i wdychałam zapach mojej córki. Zapach mojego dziecka. Nigdy tak długo i tak bardzo nie płakałam.
W sidłach szatana...
Wiele przeżyła z nastoletnią córką. Jeszcze dwa lata temu wprost nie potrafiła z nią wytrzymać. Wiele razy słyszała, jak zbuntowana dziewczyna rzucała jej w twarz: Nienawidzę cię! Zaczęło się niewinnie. Kiedyś znalazła korespondencję Cassie ze szkolną koleżanką. Wynikało z niej jasno: dziewczyna była pogrążona w beznadziei, myślała o śmierci. Nienawidziła wszystkich wokół, przeklinała rodziców. „Oddałam się cała szatanowi - opowiadała później. - Nie widziałam żadnego promyka światła. Wszystko było ciemnością”.
Była wprost opętana muzyką Marylina Mansona. Na swym walkmanie słuchała non stop jego piosenki: „
Zatłukę się na śmierć
Co ty siejesz, ja zbiorę
Kaleczę siebie, zobaczysz (...)
Miewam małe napady
Nacinam swój młody nadgarstek
Weź pistolet, weź pistolet...”.
Kilka lat później okazało się, że był to ulubiony utwór jej zabójców.
- Siedzieliśmy z mężem w stanie szoku, roztrzęsieni odkryciem. Chciałam powiedzieć: nie, to nie może być prawda, to wszystko jest złym snem, z którego wkrótce się obudzimy i będziemy mogli zająć się świętami Bożego Narodzenia - opowiada matka dziewczyny. Rodzice zastosowali areszt domowy. Ucięli wszelkie poprzednie znajomości córki. Znajomi dziewczyny mścili się: głuche telefony, obrzucane jajkami okna. A zamknięta Cassie myślała o jednym: jak tu uciec na koncert Marylina Mansona?
- Kiedy była na nas zła, krzyczała, że jest nieszczęśliwa, i to, że sprawdzamy jej pokój, jest nie w porządku - opowiada ojciec. - Wrzeszczała: „Zabiję się! Chcecie to oglądać? Zrobię to, a wy sobie patrzcie. Zabiję się. Wsadzę sobie nóż tutaj, prosto w serce”. Starałem się ją uspokoić. Rozmawiałem z nią, głaskałem, przytulałem i mówiłem, że bardzo ją kochamy. Matka siedziała tuż obok i głośno się modliła.
Trochę się boję...
Przeprowadzili się. Przenieśli Cassie do prywatnej chrześcijańskiej szkoły. - Byłam tam bardzo nieszczęśliwa, a wszyscy koledzy dosłownie mnie nienawidzili... - pisała dziewczyna. Powoli oswajała się z nowym towarzystwem. Poznała Jamie, zaczęły rozmawiać o Bogu, pojechała nawet na rekolekcje. Początkowo była nieufna, ale gdy usłyszała modlitwę uwielbienia, „pękła”. „Pan uwiódł mnie swą miłością” - opowiadała. Poczuła, jakby ktoś w ciemnym pokoju zapalił światło. Była kochana. Po powrocie uśmiechnęła się do matki: - Mamo, jestem nowym człowiekiem.
Od tamtej pory nie rozstawała się z Biblią. W 100% żyła dla Boga. Była znana z tego, ze nosiła do szkoły Biblie i często czytała ja na przerwach. Promieniowała radością. Niełatwo było jej porzucić dawne życie: zmagała się, miała wątpliwości. Ale była mężna. „Naprawdę, chcę żyć całkowicie dla Boga. Jest to trudne i trochę się tego boję, ale wiem, że warto” - napisała wieczorem 19 kwietnia 1999 roku. Następnego dnia rankiem wręczyła notatkę koleżance. Kilka chwil później powiedziała: „Tak, wierzę” i ... stanęła przed samym Bogiem. Twarzą w twarz.
Dla wielu młodych Amerykanów jej ofiara, męczeństwo, wyznana w tak trudnym momencie wiara, stały się bodźcem do nawrócenia. Komentatorzy mówią wręcz o duchowym odrodzeniu młodych za Atlantykiem. Ale Cassie nie była jedyna gorliwą wyznawczynią Chrystusa zamordowana tego dnia. Głęboko wierzący byli też 16-letni John Tomlin i 17-letnia Rachel Scott. Marzeniem Johna było, aby przyprowadzić do Kościoła swojego przyjaciela Brandona. I o ile za życia mu się to nie udawało, to praktycznie zaraz po jego śmierci Brandon się nawrócił.
Będę tą, która żyje...
W dniu jej śmierci brat Cassie znalazł jej wiersz napisany kilka dni wcześniej:
Teraz, kiedy oddałam już wszystko inne,
Jestem przekonana, że jest tylko jedna droga:
Prawdziwie znać Chrystusa i doświadczyć
Potężnej siły, który przywróciła
Go z powrotem do życia,
Poznać co znaczy cierpieć i umrzeć z Nim.
Bez znaczenia, ile będzie mnie to kosztowało,
Będę tą, która żyje świeżością nowego życia tych,
Którzy żyją powstali z martwych.
wtorek, 13 października 2009
Bóg jest źródłem prawdziwej miłości, wiary i życia (1 J 4,7-21)
"Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga,
a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga.
Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.
W tym objawiła się miłość Boga ku nam,
że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat,
abyśmy życie mieli dzięki Niemu.
W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga,
ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.
Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał.
Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas
i miłość ku Niemu jest w nas doskonała.
Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas,
bo udzielił nam ze swego Ducha.
My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata. Jeśli kto wyznaje,
że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu.
Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam.
Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu,
a Bóg trwa w nim. Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości,
że mamy pełną ufność na dzień sądu, ponieważ tak, jak On jest [w niebie], i my jesteśmy na tym świecie.
W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk,
ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka,
nie wydoskonalił się w miłości. O źródle miłości My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował.
Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi,
nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga,
miłował też i brata swego."
a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga.
Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.
W tym objawiła się miłość Boga ku nam,
że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat,
abyśmy życie mieli dzięki Niemu.
W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga,
ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.
Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał.
Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas
i miłość ku Niemu jest w nas doskonała.
Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas,
bo udzielił nam ze swego Ducha.
My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata. Jeśli kto wyznaje,
że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu.
Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam.
Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu,
a Bóg trwa w nim. Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości,
że mamy pełną ufność na dzień sądu, ponieważ tak, jak On jest [w niebie], i my jesteśmy na tym świecie.
W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk,
ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka,
nie wydoskonalił się w miłości. O źródle miłości My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował.
Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi,
nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga,
miłował też i brata swego."
KOMENTARZ:
Bóg zawsze wychodzi do człowieka jako pierwszy, obdarzając go swoją bezinteresowną miłością. Każdy człowiek ma możliwość poznać Boga, ponieważ w każdym jest przynajmniej pragnienie miłości. Głęboka więź między Bogiem i człowiekiem możliwa jest tylko przez miłość. Przykazania miłości danego ludziom nie można traktować jako narzuconej z zewnątrz normy prawnej, gdyż w swojej istocie odwołuje się ono do najgłębszej potrzeby człowieka. Przez to przykazanie Bóg, który jest miłością, przypomina człowiekowi, pochodzącemu od Boga, że jedynie w miłości i przez miłość staje się on w pełni sobą.
Jeszcze jedna nowość !!!
Znajdziesz tu słowa naszego Pana, który pragnie sam Cię prowadzić swoimi drogami. Pozwól Mu na to i poddaj Mu się całkowicie. Zanurz się w lekturze Pisma Świętego i z niego czerp moc do lepszego życia. Proś Go, aby Ci pomógł przez uczestnictwo w życiu Kościoła, coraz głębiej wchodzić we wspólnotę życia z Chrystusem, aby On stał się Twoją drogą, prawdą i całym Twoim życiem. Proś Pana o to, abyś był(a) Mu posłuszny(a) poprzez wszystkie Twoje czyny, wypełnianie obowiązków i braterskie nastawienie do ludzi. Proś, aby całe Twoje życie świadczyło o tym, że Bóg jest Twoim OJCEM.
Modlitwy dla każdego...
racz zstąpić na mnie w sakramencie bierzmowania,
jak zstąpiłeś na apostołów w dniu Zielonych Świąt.
Zamieszkaj na zawsze w mojej duszy,
z Twoimi darami.
Udziel mi daru mądrości, rozumu i umiejętności,
daru rady i męstwa, pobożności i bojaźni Bożej,
natchnij mnie duchem apostolskim, żebym był dzielnym świadkiem
Chrystusa, mojego Pana. Amen.
piątek, 9 października 2009
Katechizm, część 2
Po zapoznaniu się z treścią odpowiedz na następujące pytania:
1. Co odróżnia człowieka od zwierząt?
2. Co to jest grzech pierworodny?
3. Kim jest Jezus Chrystus?
czwartek, 8 października 2009
Modlitwy dla każdego...
SKŁAD APOSTOLSKI
Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego,
stworzyciela nieba i ziemi.
I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego,
Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego,
narodził się z Maryi Panny,
umęczon pod Ponckim Piłatem,
ukrzyżowan umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł,
trzeciego dnia zmartwychwstał; wstąpił na niebiosa,
siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego,
stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.
Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny,
świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie,
ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny. Amen.
MODLITWA DO ANIOŁA STRÓŻA
Aniele Boży, Stróżu mój,
Ty zawsze przy mnie stój.
Rano wieczór, we dnie w nocy
Bądź mi zawsze ku pomocy,
Strzeż duszy i ciała mego
I zaprowadź mnie do żywota wiecznego. Amen.
UWIELBIENIE TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTRZEJ
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu,
jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
POZDROWIENIE ANIELSKIE
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami,
i błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus.
Święta Maryjo, Matko Boża,
módl się za nami grzesznymi,
teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
MODLITWA PAŃSKA
Ojcze nasz, któryś jest w niebie:
święć się imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje,
bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.
I odpuść nam nasze winy,
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.
I nie wódź nas na pokuszenie,
ale nas zbaw ode złego. Amen.
ZNAK KRZYŻA ŚWIĘTEGO
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego,
stworzyciela nieba i ziemi.
I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego,
Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego,
narodził się z Maryi Panny,
umęczon pod Ponckim Piłatem,
ukrzyżowan umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł,
trzeciego dnia zmartwychwstał; wstąpił na niebiosa,
siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego,
stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.
Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny,
świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie,
ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny. Amen.
MODLITWA DO ANIOŁA STRÓŻA
Aniele Boży, Stróżu mój,
Ty zawsze przy mnie stój.
Rano wieczór, we dnie w nocy
Bądź mi zawsze ku pomocy,
Strzeż duszy i ciała mego
I zaprowadź mnie do żywota wiecznego. Amen.
UWIELBIENIE TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTRZEJ
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu,
jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
POZDROWIENIE ANIELSKIE
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami,
i błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus.
Święta Maryjo, Matko Boża,
módl się za nami grzesznymi,
teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
MODLITWA PAŃSKA
Ojcze nasz, któryś jest w niebie:
święć się imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje,
bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.
I odpuść nam nasze winy,
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.
I nie wódź nas na pokuszenie,
ale nas zbaw ode złego. Amen.
ZNAK KRZYŻA ŚWIĘTEGO
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
Słowo wstępne do „Źródła”.
Z niego czerpać będziecie siły do lepszego życia. Tak jak nie możemy żyć bez jedzenia, tak też nie możemy być zakorzenieni w Panu bez modlitwy. A z naszego zakorzenienia w Panu wypływają czyny i słowa, czyli nasza codzienność. Zaś św. Jakub apostoł mówi nam, że "wiara bez uczynków jest martwa". Zarezerwuj więc każdego dnia kilka minut na spotkanie z Panem na osobistej modlitwie, a w niedziele spotykaj się z Nim na Mszy świętej.
Być może zapomniałaś(eś) już podstawowe modlitwy i nie znasz tych, które Kościół daje nam dziś, więc tu, w „Źródle” możesz je znaleźć i czerpać z niego w obfitości...
Apostoł trędowatych...
DZIECIŃSTWO
Józef De Veuster, ten, który później otrzyma w zakonie imię Damiana, urodził się w rodzinie dość zamożnych flamandzkich rolników.
Rodzina żyła według starej chrześcijańskiej tradycji. Otwarta na miłosierdzie, praktykująca tak, jak było to w tamtej epoce jeszcze stosowane: w niedzielę nie zadowalano się Mszą św., lecz uczestniczono także w nieszporach i oczywiście szanowano niedzielny spoczynek.
Co wieczór rodzina gromadziła się na modlitwie, odmawiając różaniec i często - kiedy zajęcia na to pozwalały - czytając wspólnie o życiu świętych. Rodzina państwa De Veuster żyła ze stałą świadomością Bożego spojrzenia spoczywającego na człowieku. Wszyscy jej członkowie byli przekonani, że głównym celem życia człowieka jest zbawienie duszy. Dzieciństwo, które upłynęło w atmosferze głęboko chrześcijańskiej, a praktyki religijne stanowiły drugą naturę, naznaczyło młodego Józefa na całe życie. Nic też dziwnego w tym, że w tej rodzinie wiele było powołań.
Starsza siostra wstąpiła do Urszulanek w Tildonk, w odległości kilku kilometrów od domu. Druga siostra płonęła chęcią podążenia za nią, lecz rodzice stanowczo się temu sprzeciwili. Po kilku latach trzecia córka dołączyła do najstarszej. Z chłopcami było tak samo. August, najstarszy brat Józefa wstąpił do Ojców Najświętszych Serc Jezusa i Maryi w Louvain. Za nim podążył potem Józef.
GŁOS BOŻY
Józef, który ukończył naukę w wiejskiej szkole podstawowej, został przez rodziców wysłany do Braine-le-Comte, do Walonii, żeby się uczyć francuskiego. Ale i on odczuł głos Boga wzywający go do Jego służby. W tej epoce pensjonariusze szkoły spędzali święta nie w rodzinach, lecz z kolegami. Z okazji Bożego Narodzenia 1858 roku pisze więc do swych rodziców o Bożym wezwaniu, na które pragnąłby odpowiedzieć, lecz nie chce tego uczynić bez ich zgody. Józef ma wówczas 18 lat.
Cios był ciężki, zwłaszcza dla jego ojca, który miał nadzieję znaleźć w Józefie następcę. Wobec przedstawionych mu przez syna argumentów i jego wielkiego zdeterminowania przyjął to po chrześcijańsku. Widział w oświadczeniu chłopca wolę Bożą wobec swego syna.
ZAKONNIK NAJŚWIĘTSZYCH SERC JEZUSA I MARYI
Z początkiem 1859 roku pan De Veuster zabrał ze sobą Józefa w odwiedziny do Louvain, do Augusta. Mając do zrobienia zakupy w mieście zostawił braci razem. Kiedy wrócił po młodszego syna, Józef wyjawił mu, że postanowił już więcej nie wracać do domu. Ojciec, który przeczuwał taki rezultat ich wizyty w Louvain, wyraził zgodę. Józef w wieku 18 lat został w Zgromadzeniu.
Przerwawszy naukę w gimnazjum, nie mógł marzyć zbyt wcześnie o kapłaństwie, nie mając dostatecznego wykształcenia. Miał więc zostać bratem zakonnym w klasztorze w Louvain. Ta perspektywa go nie zachwycała, lecz i to przyjął jako wolę Bożą.
2 lutego 1859 roku młody postulant otrzymał habit i imię brata Damiana, po czym rozpoczął nowicjat. Dwaj bracia znaleźli się więc w tym samym klasztorze.
Brat Damian okazał się jednak bardzo uzdolniony. Nawet swego rodzonego brata zaskakiwał łatwością, z jaką uczył się łaciny. Opanował ją do tego stopnia, że jego brat nie potrafił powstrzymać się od powiedzenia o swym spostrzeżeniu przełożonym. Wtedy zdecydowano się umożliwić mu święcenia kapłańskie.
MISJONARSKIE MARZENIA
Od swego powstania Zgromadzenie wysyłało misjonarzy za morza, na wyspy Pacyfiku. Ogarnięty gorliwością misjonarską brat Damian miał również nadzieję znaleźć się w Oceanii. Wszystkim rzucało się w oczy jego ogromne nabożeństwo do św. Franciszka Ksawerego, o którego wstawiennictwo zabiegał, pragnąc zrealizowania swoich marzeń.
DECYZJA
7 października 1860 roku brat Damian złożył śluby wieczyste w Paryżu, w Kościele Matki Bożej Pokoju, po czym wrócił do Louvain, aby kontynuować studia filozoficzne i teologiczne. Jego brat, który otrzymał imię zakonne Pamfil, miał właśnie wyjechać na misje na Hawaje. Jednak choroba spowodowała, że myślano już o odłożeniu wyjazdu. Chociaż Damian nie ukończył jeszcze studiów, zaczął nalegać, aby mu pozwolono jechać w miejsce brata. Ojciec Generał przyjął jego propozycję. Płonący zapałem misjonarskim Damian pożegnał rodziców, wiedział bowiem, że już ich więcej nie ujrzy na ziemi. 9 listopada 1863 roku z małą grupą misjonarzy wsiadł na pokład w Bremerhaven. Do Honolulu dopłynęli 19 marca 1864 roku. W osiem dni po przybyciu, wikariusz apostolski udzielił Damianowi święceń subdiakonatu. W trzy tygodnie potem - diakonatu, a w miesiąc później 21 maja wyświęcił go na kapłana.
Odtąd brat Damian był więc ojcem - kapłanem i misjonarzem.
APOSTOŁ
Dla ojca Damiana bycie misjonarzem oznaczało przede wszystkim niesienie Ewangelii tym istotom, które nie znały jeszcze Boskiego Zbawiciela, aby mogły osiągnąć zbawienie wieczne. Zaraz po święceniach został wysłany na wyspę Hawaje, gdzie przełożeni powierzyli mu najpierw tereny na południu wyspy, a później na północy. Pozostał tu przez dziewięć lat. W tym czasie wybudował skromnymi środkami liczne kapliczki.
Pewnego dnia w 1873 roku wikariusz apostolski poprosił o ochotników, którzy odwiedzaliby co jakiś czas trędowatych na wyspie Molokai, w odległości 100 km od Hawajów. Ze zwykłą wspaniałomyślnością zgłosił się - ojciec Damian. Jego kandydatura została przyjęta.
To miłość bliźniego, a zwłaszcza miłość do najbiedniejszych pośród braci, popchnęła naszego misjonarza do "poświęcenia się biednym trędowatym", jak sam napisał do Prowincjała. Wyjechał od razu, aby pozostać z tymi, nad którymi opieka została mu wtedy powierzona i którym się oddał bez granic. Wkrótce napisał list do rodziców, w którym wyraził swą radość, że może wreszcie "służyć Panu w jego biednych, chorych dzieciach, odrzuconych przez innych ludzi".
Na widok istot ludzkich, fizycznie tak upadłych, że wyłączono je ze społeczności (a niektórzy byli tak zniekształceni, że strach było na nich patrzeć) serce ojca Damiana topniało. Widział w każdym brata, dziecko Boże, które jak on otrzymało nieśmiertelną duszę, odkupioną drogocenną Krwią Zbawiciela i której trzeba było pomóc w zbawieniu wiecznym.
Na początku swej misji zamierzał się poświęcić jedynie zbawieniu dusz. Potem, za przykładem swego Boskiego Ideału, nabrał przekonania, że powinien także uczynić wszystko, aby przynieść ulgę ciałom tych biednych chorych, podobnie jak czynił Jezus, kiedy żył na ziemi. Podjął więc starania, żeby jego podopieczni mogli się ubrać i mieszkać bardziej przyzwoicie. Leczył ich jak umiał, posiadając zaledwie kilka podstawowych leków.
Jego miłość ujawniała się we wszystkich dziedzinach: opiekował się sierotami, otworzył sklep, w którym produkty wydawane były... za darmo, któż bowiem pośród tych nędzarzy mógłby zapłacić? Trzeba było doprowadzić wodę pitną - to luksus, którego jeszcze nie znano na wyspie. Trzeba było zrobić jeszcze wiele innych rzeczy, które ulżyłyby w życiu tym wyłączonym ze społeczności żyjących.
Całe to dobro, jakie ten ojciec misjonarz im przynosił, dowodziło trędowatym, że nauczanie tego ojca było prawdziwe, że naprawdę istnieje ten Bóg, który ich kocha, pomimo ich przerażającej nędzy.
Ojciec Damian ukochał tak bardzo owieczki, jakie Pan powierzył mu za pośrednictwem przełożonych, że stale z nimi przebywał, dzieląc ich życie, a nawet posiłki. Zdawał się wręcz zapominać, że trąd to choroba zaraźliwa, która choć czasem rozwijała się powoli, to jednak w tamtej epoce była jeszcze nieuleczalna.
Początkowo miał przebywać na Molokai tylko jakiś czas. Potem zaś miał go zastąpić jakiś "zmiennik" - jeden ze współbraci. Jednak... nie było tłoku wśród zwolenników życia pośród trędowatych! Bardzo szybko ojciec Damian pojął, że zostanie na swej wyspie trędowatych na zawsze. Przyjął to i ofiarował Bogu bez reszty swe życie.
Długie chwile każdego dnia spędzał na modlitwie przed tabernakulum, czerpiąc z niego siły do kształtowania siebie na wzór Chrystusa, za którym wkrótce miał podążyć na Kalwarię.
STRASZLIWY WYROK
Rzeczywiście w roku 1884, czyli w jedenaście lat po swym przybyciu na Molokai, ojciec Damian uświadomił sobie, że zaraził się straszną chorobą od swych przyjaciół. Miał 44 lata. Zauważył pewne, znane sobie dobrze, oznaki choroby. Przecież tak wiele razy widywał je u swoich "parafian"! Kiedy objawy zaczęły się nasilać, specjalista potwierdził przerażające podejrzenie: ojciec Damian jest zarażony trądem.
Misjonarz, doświadczony w obcowaniu z nieuleczalną chorobą, wiedział, co to oznacza: stopniowe staczanie się, wyłączenie ze społeczności ludzi, szybka śmierć.
Powiedzenie, że straszliwa nowina nim nie wstrząsnęła, byłoby kłamstwem. Wystarczy wspomnieć naszego Boskiego Zbawiciela w Getsemani, który błagał: "Ojcze, jeśli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich..."! Ojciec Damian także doznał głębokiego wstrząsu, jakim każdy z nas zareagowałby w takiej sytuacji.
Rzeczywiście szybko został wyłączony ze społeczności ludzi. Najpierw Prowincjał potwierdził, że z powodu zarażenia nie wolno mu już nigdy opuścić wyspy. Przebywający z nim współbrat - odszedł. Tak. Trędowaci są naprawdę wyrzuconymi przez ludzkość śmieciami! Ojciec Damian miał więc zostać całkowicie sam.
A jednak...
Nie wiedząc o tym, ojciec Damian był znany bardziej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Stało się tak dlatego, że nie było w tamtej epoce zbyt wielu chętnych do życia pośród trędowatych. Cała prasa pisała więc o nim. O jego chorobie dowiedział się szybko cały świat. Zaczęły napływać nie tylko dary, ale i chętni do udzielenia mu pomocy.
Solidarność - okazana nawet przez protestantów, podziwiających jego odwagę - pocieszała go, umacniała, dodawała sił do wspięcia się na sam szczyt krzyżowej drogi. Jego życie duchowe nabrało intensywności, a wraz z nim przyszła ufność w nieskończone miłosierdzie Zbawiciela. Widział w swym trądzie "czynnik, jakim Opatrzność posługuje się, aby go oderwać od wszelkich ziemskich przywiązań..."
KALWARIA: TRĘDOWATY WŚRÓD TRĘDOWATYCH
Ojciec Damian widział rozwój choroby u tak wielkiej liczby swych owieczek, że mógł śledzić, nie myląc się, rozwój własnej choroby. Widział więc nadejście śmierci i pogodnie, bez złudzeń, stawił jej czoła. W poniedziałek 15 kwietnia, w Wielkim Tygodniu roku 1889 wypowiedział ostatnie słowa: "Jak słodko jest umierać będąc dzieckiem Najświętszych Serc". Potem odszedł połączyć się na Kalwarii z Tym, za którym dotąd szedł wiernie. Miał 49 lat. Nikt nie miał wątpliwości, że u kresu tej drogi usłyszał słowa: "Pójdź, sługo dobry i wierny, przyjmij koronę tobie przygotowaną. Wejdź do radości twojego Pana."
Ojciec Święty Jan Paweł II wyniósł go do chwały ołtarzy, podczas wizyty w Belgii, w ojczyźnie dzielnego i ofiarnego misjonarza.
Na 11 października 2009 roku zaplanowana jest kanonizacja Ojca Damiana.
Świadkowie wiary...
„Wy jesteście na ziemi światłem mym. Aby ludzie widzieli dobre czyny w was i chwalili Ojca, który w niebie jest.”
To słowa znanej piosenki, które zachęcają nas do życia zgodnego z Ewangelią Chrystusową i ukazują nam jednocześnie co mamy czynić, aby podobać się Panu. Często mówimy, że my nie potrafimy postępować według Ewangelii, że stawia zbyt wielkie wymagania, że to dobre dla księży i sióstr... Ale i Ty niedługo przyjmiesz sakrament dojrzałości chrześcijańskiej, więc niech świadectwa życia różnych świętych pomogą i Tobie przełożyć wymagania wiary na język czynów wypełnianych z miłości ku Jezusowi, bo każda i każdy z nas został powołany do świętości. Idź więc i Ty, i czyń podobnie...
piątek, 2 października 2009
Katechizm, cześć 1
A teraz odpowiedz na następujące pytania:
1. Co to jest Pismo Święte?
2. Kto to jest Pan Bóg?
3. W kim w pełni Pan Bóg objawił się ludziom?
4. Kto to są aniołowie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


